Reklama

Gra o życie

Niedziela warszawska 4/2003

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

IRENA ŚWIERDZEWSKA: - Pamięta Pan ostatni trudny i szczęśliwy przypadek narodzin dziecka, którego matką opiekował się Pan przed porodem?

PROF. BOGDAN CHAZAN: - Przedwczoraj wyszła z kliniki pacjentka, mieszkająca poza Warszawą. Kiedy na świat przyszło pierwsze jej dziecko ważyło 1500 g i zmarło. Przy następnej ciąży dziecko zmarło przed urodzeniem. Ta kobieta zrezygnowała już z potomstwa. Wtedy przeczytała w gazecie o naszej klinice. Zaproponowałem, żeby małżonkowie spróbowali jeszcze raz. Z kolejną ciążą też był problem. Do Warszawy kobieta przyjechała samochodem sama. Miała krwawienie. Wierzyła mocno, że tu jej pomożemy. Przedwczoraj wróciła do domu z Jasiem ważącym 2700 g. Wydaje mi się, że zdobyłem zaufanie pacjentek i miałem szczęście pomóc dużej liczbie kobiet. Lekarz czuje się dowartościowany, kiedy wie, że przyczynił się do szczęścia innych osób.

- Pełnił Pan ważne stanowiska nie tylko w Instytucie...

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Reklama

- W Instytucie byłem przez 10 lat kierownikiem Kliniki Położnictwa i Ginekologii, a także przez kilka lat zastępcą dyrektora ds. Położnictwa i Ginekologii. Poprzedni minister zdrowia prof. Grzegorz Opala mianował mnie w 1999 r. na stanowisko Konsultanta Krajowego w Dziedzinie Położnictwa i Ginekologii. To był dość trudny okres wprowadzania reformy w ochronie zdrowia. Do moich obowiązków należało m.in. opracowanie nowego programu specjalizacji w dziedzinie położnictwa i ginekologii. Opracowałem system monitorowania jakości opieki nad matką i dzieckiem.
Wydawało mi się, że z moich obowiązków wywiązywałem się dobrze. Klinika, którą kierowałem miała niski wskaźnik umieralności okołoporodowej - nie zmarła u nas żadna kobieta w związku z ciążą i porodem. Byliśmy laureatami wielu nagród. Nieskromnie powiem, że od czasu Międzynarodowego Kongresu "Jakość Narodzin Jakości Życia" zorganizowanego przeze mnie pod egidą Światowej Organizacji Zdrowia w 1993 r., wprowadzaliśmy w Polsce położnictwo, które uwzględniało nie tylko potrzeby medyczne, ale też psychiczne kobiety rodzącej i jej rodziny. I w tym zakresie odniosłem spory sukces w skali Instytutu i kraju. Klinika, którą kierowałem była laureatem wielu nagród: "Rodzić po ludzku", "Złoty Bocian", a w ostatnim czasie otrzymałem "Parasol Szczęścia" - wyróżnienie przyznane przez miesięcznik Twoje Dziecko. Te nagrody są dla mnie szczególnie ważne, ponieważ były odzwierciedleniem opinii pacjentek.

- Zwolniono Pana z funkcji konsultanta krajowego i szefa oddziału...

Reklama

- Potem zaczęły się starcia ze środowiskami liberalnymi, Stowarzyszeniem na Rzecz Kobiet i Planowania Rodziny, którego prezesem jest Wanda Nowicka. Szeroko informowano w prasie o moich rzekomych błędach, że nie zezwoliłem na aborcję, że wypowiadałem się w prasie o środkach antykoncepcyjnych, które w rzeczywistości są środkami wczesnoporonnymi. Panie ze Stowarzyszenia skierowały do prokuratury oskarżenie, że źle wywiązuję się z funkcji konsultanta krajowego, nie przestrzegam "reprodukcyjnych praw kobiet". Dochodzenie prokuratorskie zostało umorzone. Minister Zdrowia powołał mnie w sierpniu 2001 r. do pełnienia funkcji konsultanta na kolejną kadencję do 2006 r. Trzy miesiące później, kiedy przyszła nowa ekipa rządząca, nowy minister odwołał mnie ze stanowiska, motywując decyzję tym, iż jestem kontrowersyjny.
Nie mam o to pretensji. Konsultant jest doradcą ministra i jeśli mu nie odpowiada, może zostać odwołany. Był to jednak początek represji. Dwóch lekarzy złożyło na mnie skargę o nieprawidłowych decyzjach medycznych m.in. dotyczących odmowy "skrócenia ciąży" w przypadku podejrzenia wad rozwojowych u dziecka. Jak później wykazało dochodzenie, zarzuty były nieuzasadnione. Jednak już w dniu złożenia skargi dyrektor Instytutu zawiesił mnie w funkcji kierownika Kliniki. Po pół roku, gdy zbliżał się ustawowy czas umorzenia sprawy, dyrektor powołał Komisję Dyscyplinarną do jej rozpatrzenia. Zostałem uniewinniony. Ale wtedy nie byłem już kierownikiem Kliniki. Miesiąc wcześniej, zanim sprawę rozstrzygnięto dyrektor odwołał mnie z tej funkcji. Kiedy byłem jeszcze zawieszony w czynnościach, w prasie ukazywały się nieprawdziwe informacje, wychodzące od zastępcy dyrektora, Mateusza Kuczabskiego. Według jego informacji komisja ekspertów uznała decyzję o zawieszeniu mnie jako w pełni uzasadnioną, podejmowane przeze mnie decyzje medyczne zdaniem komisji zagrażały zdrowiu i życiu pacjentek. Protestowałem przeciwko tym przekłamaniom. Wtedy dyrektor zamówił w Gazecie Wyborczej płatne ogłoszenie, że toczy się przeciwko mnie postępowanie. Nigdy w prasie nie umieszcza się takich ogłoszeń, zwłaszcza odpłatnie. Ogłasza się wyroki, ale tylko wtedy, kiedy postanowi o tym Sąd, ponieważ upublicznianie wyroku jest dodatkową karą.
Niezadowolenie z przebiegu sprawy wyraziła Rada Naukowa Instytutu. Doprowadziła do sytuacji, w której dyrektor przeprosił mnie publicznie. W prasie ukazały się artykuły, iż zostałem "oczyszczony z zarzutów", ale część z nich zawierała nieprawdziwe informacje świadczące na moją niekorzyść.

- Czym Pan teraz zajmuje się w Instytucie?

- W Zakładzie Analiz Zdrowia Kobiet badam umieralność okołoporodową, jakość opieki położniczej w Polsce. Jestem jednak pozbawiony możliwości działania. Mogę tylko wykonywać analizy, ale nie mogę ich wdrażać. Wcześniej, przez kilka lat miałem udział w realizacji programu poprawy opieki położniczej w Polsce. Opracowałem program działań na 2002 r., który trafił do Ministerstwa Zdrowia. Program realizują inne osoby, zaś moje nazwisko z niego skreślono. Nie powiadomiono mnie o tym, nikt nie podziękował mi za współpracę. Mam wrażenie, że to wszystko o czym mówimy ma charakter represji.

- ...represji wymierzonych w jednego człowieka?

- Chodzi o danie czytelnego sygnału do środowiska ginekologów: aby łatwiej godzili się na aborcje i nie kierowali się w decyzjach sumieniem. W przeciwnym razie może ich spotkać los taki jak mnie. Myślę, że to działanie odniosło skutek. W ostatnich dniach w jednym z miast wojewódzkich ginekolog opowiedział się przeciwko aborcji. Środowiska feministyczne wystosowały list z protestem. Wiem, że z powodu swojej postawy ten lekarz ma duże kłopoty.

- Ile w Polsce dokonuje się aborcji rocznie?

Reklama

- Legalnie w 2001 r. wykonano ich 122. W latach 80. było ich tysiąc razy więcej. Ile było nielegalnych nie wiem. Sądzę, że ostatnio liczba aborcji nielegalnych ostatnio się zmniejszyła. Ma na to wpływ kilka czynników: dyskusja nad ustawą, artykuły prasowe, badanie USG. Dzięki ultrasonografii kobiety mogą teraz zobaczyć, że w 6. tygodniu jest już w pełni ukształtowany człowiek, który się porusza. Również i moje poglądy na ten temat ulegały zmianie.

- Czy w Polsce łatwo jest dokonać legalnej aborcji?

- Ustawa o "ochronie płodu ludzkiego" w trzech sytuacjach przewiduje możliwość aborcji: jeżeli matka jest chora, kiedy są podejrzenia o poważne nieodwracalne wady u dziecka, gdy ciąża jest wynikiem przestępstwa. Ustawa nie daje interpretacji, zostawia ją uznaniu lekarza. On stwierdza czy np. zespół Downa kwalifikuje się według ustawy do miana ciężkiej i nieodwracalnej wady.

- Jak jest w przypadku chorób kobiety dopuszczających aborcję?

Reklama

- W obecnym stanie wiedzy i technologii medycznej, niewiele już zostało takich chorób, dla których ciąża i poród stwarzają dla kobiety większe zagrożenie niż przerwanie ciąży. W bardzo starych podręcznikach wymieniano ponad 100 chorób, m.in. żylaki kończyn dolnych, przy których aborcja miałaby być uzasadniona. Teraz z przyzwyczajenia niektóre choroby traktowane są jako zagrożenie, np. infekcja HIV. Między innymi w tej sprawie toczy się mój spór z feministkami. Według obecnej wiedzy ciąża i poród nie pogarszają przebiegu zakażenia HIV, więc nie ma powodów, aby ciążę przerwać. Dawniej uważano też, że choroba nowotworowa zaostrza się w czasie ciąży. Dziś wiadomo, że tak nie jest. W większości przypadków kobieta może bez zwiększenia ryzyka dla swojego życia donosić ciążę. Po urodzeniu dziecka może poddać się leczeniu, które podjęte w ciąży byłoby szkodliwe dla dziecka. Lekarze czasem podejmują decyzję o aborcji tam, gdzie według współczesnej medycyny nie ma ona uzasadnienia.

- Od interpretacji lekarza zależy więc decyzja wahających się kobiet?

- Niewątpliwie tak. Lekarz powinien wysłuchać pacjentki i przedstawić jej wszystkie opcje. Nie może proponować swojego rozwiązania w sposób kategoryczny, uważając je jako ostateczne i najlepsze. U nas w Instytucie wraz z psychologiem zastanawiamy się co zrobić w przypadku zauważenia ciężkich wad rozwojowych u dziecka. Przede wszystkim trzeba rozmawiać z rodzicami. Chodzi o poszanowanie ich zdania. Nie można nie szanować decyzji rodziców, którzy pragną by ich dziecko, nawet nie mając szans na samodzielne życie poza ciałem matki urodziło się we właściwym czasie. To wcale nie oznacza, że są nienowocześni, że niepotrzebnie się męczą itd. Oni chcą z czystym sumieniem patrzeć wstecz na swoje życie. Wydaje mi się, że ginekolodzy zbyt często uznają, że do nich należy decyzja dotycząca życia i śmierci.

- Zapłacił Pan wysoką cenę za swoją postawę. Żałuje Pan swoich decyzji?

- Pytanie jest trudne. Jeśli powiem "nie żałuję", inni mogą pomyśleć, iż chętnie przeszedłbym jeszcze raz to, co przeszedłem. Wtedy bym skłamał. Dla mnie jest to trudny moment w życiu. Zostałem odsunięty od ginekologii, sali porodowej. Po pewnym czasie w takiej sytuacji lekarz popada nieuchronnie we wtórny analfabetyzm. Straciłem sporo. Jednak swoich decyzji nie żałuję.

- Dziękuję za rozmowę.

2003-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Kolejne podpalenie świątyni katolickiej

2026-05-03 09:01

[ TEMATY ]

Mozambik

Karol Porwich/Niedziela

ZDJĘCIE ILUSTRACYJNE

ZDJĘCIE ILUSTRACYJNE

Podpalono kościół, doszło również do ataku na dom zakonny i przedszkole. To kolejny akt przemocy ze strony dżihadystów w Cabo Delgado w Mozambiku, gdzie od ponad ośmiu lat trwa wojna, która dotychczas pochłonęła ponad 6 200 ofiar i spowodowała wysiedlenie ponad 1,3 miliona osób, a której media nie poświęcają wiele miejsca. O kolejnym ataku opowiedziała „Avvenire” s. Laura Malnati, przełożona prowincjalna Sióstr Misjonarek Kombonianek w tym kraju.

Według relacji siostry zakonnej, po południu w czwartek 30 kwietnia bojownicy z lokalnej grupy powiązanej z fundamentalistycznym ugrupowaniem samozwańczego Państwa Islamskiego (IS) i działającej od 2017 roku - zaatakowali wioskę Meza w dystrykcie Ancuabe, w północnej prowincji Cabo Delgado. „Podpalili budynki we wsi” - zrelacjonowała wstrząśnięta siostra. „Na szczęście księża zostali ostrzeżeni na czas i zdołali opuścić Mezę, zanim przybyli terroryści” - dodała. Terroryści zniszczyli również kilka domów, a także podpalili niektóre budynki parafii. Parafia ta, poświęcona św. Ludwikowi Marii Grignon de Montfort i zbudowana w 1946 r., jest uważana za symbol obecności katolickiej w regionie.
CZYTAJ DALEJ

Prymas Polski o śp. abp. Michaliku: wspominam z szacunkiem i modlę się za niego

2026-05-04 11:19

[ TEMATY ]

modlitwa

abp Józef Michalik

prymas Polski

szacunek

Red.

Abp Józef Michalik

Abp Józef Michalik

- Chciałbym przede wszystkim podziękować Panu Bogu za życie, powołanie i posługę kapłańską śp. abp. Józefa Michalika, a przede wszystkim za to, że był mi mentorem i nauczycielem, kiedy przez trzy lata pełniłem funkcję sekretarza Konferencji Episkopatu Polski, on zaś był jej przewodniczącym - mówi Prymas Polski abp Wojciech Polak.

Podziel się cytatem - mówi Prymas Polski abp Wojciech Polak.
CZYTAJ DALEJ

Leon XIV podziękował Stowarzyszeniu „Meter” ks. Di Noto

2026-05-04 17:31

[ TEMATY ]

nadużycia

nadużycia wobec nieletnich

Włodzimierz Rędzioch

ks. Fortunato Di Noto

ks. Fortunato Di Noto

Wśród pozdrowień, jakie Leon XIV skierował po modlitwie maryjnej Regina Coeli, znalazły się również te skierowane do włoskiego Stowarzyszenia „Meter”, które od dawna walczy z nadużyciami, głównie seksualnymi, na dzieciach: „Pozdrawiam Stowarzyszenie ‘Meter’, które od trzydziestu lat angażuje się w ochronę nieletnich przed plagą nadużyć, angażując wspólnoty kościelne i społeczne, szkoląc je w zakresie wspierania ofiar i angażując się w działania prewencyjne. Dziękuję za Państwa służbę!”

Na placu św. Piotra obecny był założyciel i prezes Stowarzyszenia, sycylijski kapłan, ks. Fortunato Di Noto z liczną grupą członków i współpracowników. Było ich łatwo rozpoznać po żółtych czapeczkach i koszulkach oraz po transparencie z napisem „30 Dzień Dzieci Ofiar Przemocy, Wykorzystywania i Obojętności wobec pedofilii”. Obecny był też arcybiskup sycylijskiej archidiecezji Agrigento, abp Alessandro Damiano.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję