Małżeństwo jest jak ogród – gdy go odpowiednio doglądać, podlewać, plewić, dosiewać i dosadzać, pielęgnować jak trzeba we wszystkie pory roku – wówczas jest wspaniały, kwitnie, owocuje, pozwala się rozwijać wszystkiemu, co dobre i pożyteczne. Ale gdy go zaniedbać (wystarczy nic nie robić, nie trzeba mu w żaden inny sposób szkodzić), wówczas dziczeje, zarasta, jałowieje. To, co w nim dobre – marnieje, to, co niepotrzebne i szkodliwe – rozrasta się bujnie. Taka mniej więcej metafora pojawiła się 18 kwietnia w Senacie RP podczas konferencji przygotowanej wspólnie przez senacką Komisję Rodziny, Polityki Senioralnej i Społecznej oraz Związek Dużych Rodzin „Trzy Plus”. Temat konferencji „Kryzys trwałości małżeństwa – przyczyny i profilaktyka” zebrał polityków i terapeutów, sędziów i mediatorów rodzinnych, samorządowców i działaczy organizacji pozarządowych, przedstawicieli instytucji świeckich i kościelnych. Chyba po raz pierwszy rozmawiano w tak szerokim i różnorodnym gronie ludzi zatroskanych o rodzinę. W Senacie – bo idea jest taka, by wykorzystać najróżnorodniejsze spojrzenia i doświadczenia i przekuć je w decyzje polityczne i postanowienia prawne. Z pewnością ani prawo, ani polityka nie zbudują dobrego małżeństwa, w niczym ważnym nie zastąpią rodziny, ale mogą tworzyć przestrzeń sprzyjającą rodzinie lub jej szkodzącą.
Reklama
Trzymając się pięknej, ogrodowej metafory (podczas konferencji mówiła o niej psychoterapeutka Barbara Smolińska) trzeba zacząć od ważnej konstatacji – to jest miejsce „ogrodzone”, autonomiczne, nikomu nie wolno (a już zwłaszcza politykom) bez naprawdę ważnej przyczyny tej autonomii naruszać. Można proponować najrozmaitsze formy pomocy, ale to sama rodzina i tylko ona może podjąć decyzję, z czego skorzysta. Kryzys demograficzny i związany z nim strach przed starzeniem się społeczeństwa powodują, że – wreszcie! – polityka prorodzinna staje się modna, że napotyka na mniejszy opór, staje się lepiej zrozumiana i aprobowana. Program 500 + zyskuje coraz większą aprobatę, milkną jego dawni przeciwnicy. Karta Dużej Rodziny rozwija się bujnie, coraz więcej podmiotów gospodarczych przyłącza się ze swoimi ulgami dla rodzin, rozwijają się rozmaite formy bonów opiekuńczych na poziomie samorządu. Choć nie zawsze jest łatwo. Ze zdumieniem słuchaliśmy o sądowych tarapatach samorządu w Nysie. Wprowadzono tam bon wychowawczy w wysokości 500 zł na drugie i kolejne dzieci, przyznając pierwszeństwo do bonu dla rodzin, w których rodzice związani są małżeństwem. Zdaniem sądu administracyjnego, jest to dyskryminacja dzieci nieślubnych. Nyski samorząd chce pomagać rodzinom, uważa wsparcie rodziny za najmądrzejsze lokowanie publicznych pieniędzy, widzi w tym gwarancję, że pieniądze zostaną wykorzystane dla dobra rodziny. Chcesz skorzystać z pomocy – nie żyj na „kocią łapę”, zapewnij rodzinie prawne bezpieczeństwo. Pierwsze efekty już są: znacząco wzrosła w Nysie liczba zawartych małżeństw, odwraca się negatywny trend demograficzny. Ale dla sądu to dyskryminacja, pojęcie rodziny nie wiąże się dla sędziów z małżeństwem.
Otwierając konferencję, Joanna Krupska, prezeska Związku Dużych Rodzin „Trzy Plus”, powiedziała, że często przedstawia się z dumą jako matka siódemki dzieci. – A to błąd – powinnam zacząć od tego, że jestem żoną Janusza, nawet teraz bardziej czuję się żoną niż wdową (Janusz Krupski zginął w katastrofie smoleńskiej). Fundamentem naszej rodziny była i jest nasza z Januszem miłość. To ona jest niezbędną podstawą rodziny, to ona gwarantuje szczęście nawet przy największych kłopotach. Tak, ludzie są wolni, mają możność płodzić dzieci, nie zawierając małżeństwa. Ale to nie jest dobre. A z publicznych środków powinniśmy wspierać to, co dobre. Kryzys małżeństwa niszczy rodziny. Nie wspierajmy tego kryzysu. Poszerzając definicję rodziny na każdy nieformalny związek, wprowadzamy do ogrodu niebezpieczny chwast. Nie idźmy tą drogą.
Przemysław Fenrych, historyk, felietonista, dyrektor Centrum Szkoleniowego Fundacji Rozwoju Demokracji Lokalnej w Szczecinie
Przypominamy posłom, że w ramach polityki społecznej i prorodzinnej nie ma nic ważniejszego od życia bezbronnych dzieci - mówi Kaja Godek, pełnomocnik inicjatywy ustawodawczej #ZatrzymajAborcje.
Artur Stelmasiak:
- Przychodzicie pod Sejm, by domagać się szybkiego procedowania zmiany w ustawie. Może posłowie mają jakieś ważniejsze sprawy. Czemu tak ponaglacie posłów ws. ochrony życia?
Kaja Godek: - Przynieśliśmy posłom prawie milion podpisów polskich obywateli. Przynieśliśmy je nie po to, by trafiły do sejmowej zamrażarki, ale po to, by zmienić prawo. Codziennie ginie troje dzieci... i właśnie upominamy się ich życie. Nie ma na co czekać.
- Projekt został skierowany do Komisja Polityki Społecznej i Rodziny. Przewodnicząca Komisji wicemarszałek Beata Mazurek powiedziała, że w planach na najbliższe pół roku nie ma waszego projektu.
- Chcemy, aby członkowie komisji uaktualnili te plany, bo do komisji trafił ważny projekt podpisany przez rekordową liczbę obywateli. Wystarczy dopisać do porządku obrad komisji punkt dotyczący ustawy #ZatrzymajAborcję. Regulamin Sejmu przewiduje uzupełnianie porządku obrad komisji. Jeżeli posłowie traktują serio obywateli, to powinni tak zrobić. Chyba, że ich zdaniem, zabijanie co 8 godzin kolejnego bezbronnego dziecka mieści się w pojęciu polityki społecznej i prorodzinnej naszego państwa.
- Pierwsze czytanie w Sejmie projektu #ZatrzymajAborcje odbyło się dosyć szybko. Kiedy się Pani dowiedziała, że ustawa trafia na salę obrad?
- W poniedziałek 8 stycznia wieczorem zadzwoniono do mnie, że pierwsze czytanie jest za dwa dni czyli w środę. Miałam więc o wiele mniej czasu na przygotowanie się, niż Barbara Nowacka, która prezentowała skrajnie lewicowy projekt, a o terminie swojego wystąpienia dowiedziała się z miesięcznym wyprzedzeniem. Ale teraz też jesteśmy gotowi do dyskusji. Możemy stawić się na Komisję Polityki Społecznej i Rodziny praktycznie w każdej chwili. Nam zależy na czasie, bo w ten sposób możemy ocalić kolejne dzieci.
- Spotykam się często z opinią, że najpierw trzeba zadbać o te dzieci niepełnosprawne, które już żyją. Trzeba zmienić politykę socjalną i opiekuńczą nad niepełnosprawnymi, a dopiero później zmienić prawo aborcyjne. Jak Pani odpowiada na takie argumenty?
- Wprowadzanie argumentów ekonomicznych do dyskusji o życiu i śmierci dzieci jest absurdem. Jaki miałby być poziom dochodu, ponad którym powinniśmy zagwarantować prawo do życia? Przecież jest wiele osób niedołężnych i starych, którym też brakuje pieniędzy na opiekę i leczenie. I co mamy z nimi zrobić? Zaproponować im eutanazję? Mieszanie argumentów ekonomicznych do debaty nad zakazem aborcji jest dobrą strategią, żeby grać na emocjach społecznych i blokować ochronę życia, ale intelektualnie jest nieuczciwe.
- Ale jeżeli zrobimy czysto ekonomiczny bilans zysków i strat, to zabijanie jest najtańszą i skuteczną formą "leczenia" niepełnosprawności.
- Jest najtańszą i jednocześnie najbardziej nieludzką. Chorych ludzi się leczy, rehabilituje lub – jeśli to niemożliwe – otacza najlepszą możliwą opieką, a nie zabija. Aborcja eugeniczna i również eutanazja sprawiają, że system opieki nad niepełnosprawnymi kurczy się, a nie rozwija. To samo zjawisko widzimy w medycynie, która zamiast się rozwijać w kierunku leczenia niektórych chorób i niepełnosprawności, idzie w stronę zabijania pacjentów. Eugenika hamuje wrażliwośc na drugiego człowieka, ogranicza postęp medycyny i prowadzi do zapaści kondycji moralnej człowieka.
- Jak Polacy mogą teraz wesprzeć waszą akcję?
- Mogą przyjść na pikietę pod Sejmem. Najbliższy protest organizujemy we wtorek 6 lutego o godz. 15.30. Zachęcam też do wysłania z naszej strony www.zatrzymajaborcje.pl laurek przygotowanych przez niepełnosprawne dzieci. Obecnie są dedykowane szczególnie tym posłom, którzy zasiadają w Komisji Polityki Społecznej i Rodziny oraz Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka, która ma zaopiniować projekt. Na tej stronie jest też licznik pokazujący, ile dzieci prawdopodobnie straciło życie od chwili, gdy w Sejmie złożyliśmy podpisy obywateli pod ustawą. W tej chwili licznik pokazuje ponad 200 dzieci, czyli o ponad 200 zabitych ludzi za dużo.
W Warszawie zaprezentowano pierwszy film fabularny o Alicji Lenczewskiej - nauczycielce, podróżniczce i miłośniczce literatury. „Mistyczka” to film o kobiecie prowadzącej pozornie zwyczajne życie, która w zaciszu swojego mieszkania w szczecińskim bloku przez lata prowadzić miała rozmowy z Jezusem.
Premiera filmu „Mistyczka” w reżyserii Jana Sobierajskiego odbyła się w środę w Warszawie. Film opowiada historię Alicji Lenczewskiej - zmarłej w 2012 r. nauczycielki ze Szczecina, której przez wiele lat miał objawiać się Jezus. Swoje rozmowy z Chrystusem Alicja opisała w dziennikach „Świadectwo” i „Słowo Pouczenia”.
Bp Artur Ważny ruszył dziś z uczestnikami 230. Pieszej Pielgrzymki Jaworznickiej na Jasną Górę. Po pierwszych kilometrach pątnicy dotarli do Szczakowej, wsiedli do pociągu i pojechali w stronę Myszkowa. Ten kolejowy fragment nie jest przypadkiem ani wygodnym skrótem trasy. To jeden z najbardziej charakterystycznych śladów historii tej pielgrzymki - związany z dawną granicą zaborów. Dla ks. Stanisława Janickiego tegoroczna droga ma dodatkowy wymiar: prowadzi jaworznian po raz 50.
Pielgrzymka rozpoczęła się 3 września Eucharystią w kolegiacie św. Wojciecha i św. Katarzyny w Jaworznie. Mszy św. przewodniczył bp Artur Ważny, który po liturgii wyruszył razem z pątnikami na Jasną Górę.
W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.