Reklama

Niedziela w Warszawie

Jak zostać misjonarzem

Z ks. kanonikiem Janem Fecko, dyrektorem Centrum Formacji Misyjnej w Warszawie, rozmawia Andrzej Tarwid

Niedziela warszawska 41/2019, str. 4-5

[ TEMATY ]

wywiad

misje

Andrzej Tarwid

Ks. kan. Jan Fecko

Ks. kan. Jan Fecko

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

ANDRZEJ TARWID: – Trwa Nadzwyczajny Miesiąc Misyjny ogłoszony przez papieża Franciszka. Jak ten czas spędzają księża i siostry zakonne studiujące obecnie przy ul. Byszewskiej 1?

KS. KAN. JAN FECKO: – Każdy początek roku to bardzo intensywny okres pracy dla osób uczących się w Centrum, ale obecny czas jest wyjątkowy ze względu na misyjny miesiąc. Kapłani i siostry zakonne są zapraszani do parafii, gdzie głoszą kazania oraz mają spotkania i konferencje dla wiernych na temat misji. Jest to dla nich dodatkowe zajęcie, bo oprócz tego studenci zgodnie z planem realizują program nauczania, wykonują prace organizacyjne związane z mieszkaniem w Centrum. Wzięli też udział w rekolekcjach, od których zawsze zaczynamy nowy rok nauki.

– Zadaniem Centrum jest przygotowanie osób konsekrowanych i świeckich do posługi na misjach. Od czego to przygotowanie rozpoczyna się poza wspomnianymi rekolekcjami?

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Reklama

– Kościół jest wspólnotą i każdy misjonarz jadąc na miejsce swojej posługi też musi ją stworzyć. Pierwszym zadaniem w Centrum jest zbudowanie wspólnoty. Jest to bardzo ważne, ponieważ uczą się u nas osoby pochodzące z różnych diecezji oraz mające inne charyzmaty i doświadczenia. Właśnie w takim gronie tworzymy wspólnotę modlitwy, wspólnotę stołu – przy którym jest okazja do rozmowy i wymiany opinii, a także wspólnotę pracy i odpoczynku.

– Jakie jeszcze inne ważne zadania stawiacie przed uczącymi się?

– Przede wszystkim jest to pogłębianie duchowości, ze szczególnym uwzględniłem duchowości misyjnej. W Centrum do dyspozycji uczących się jest dwóch ojców duchowych. Studenci co tydzień uczestniczą w konferencji ascetycznej z nieszporami. Raz w miesiącu zaś mają dzień skupienia, na który zapraszany jest kapłan mający misyjne doświadczenie.

– Powiedział Ksiądz o „duchowości misyjnej”, czym ona się charakteryzuje?

– Najkrócej rzecz ujmując duchowość misyjna podkreśla to, że w życiu i posłudze musimy nastawić się na przyjęcie drugiego człowieka oraz jednocześnie całego człowieka. Innymi słowy chodzi o otwarcie się na ludzi z ich bagażem kulturowym, językowym oraz z mentalnością zupełnie odmienną od naszej.

– Jakich przedmiotów uczą się studenci w Centrum?

– Główny nacisk postawiony jest na naukę oficjalnego języka danego kraju, do którego pojedzie przyszły misjonarz. W tym roku np. prowadzimy lektoraty z języka francuskiego, angielskiego i hiszpańskiego.

– Oznacza to, że z góry wiadomo, gdzie zostaną posłani misjonarze po roku nauki w Centrum?

Reklama

– Oni już to wiedzą, kiedy do nas przyjeżdżają. Wynika to z obowiązujących w Kościele procedur. I tak kapłan diecezjalny lub osoba świecka musi zwrócić się do biskupa miejsca z prośbą o zgodę na wyjazd misyjny do danego kraju. Jeśli taką zgodę otrzyma, to ordynariusz kieruje ją do naszego Centrum. W przypadku osób zakonnych stosowne dekrety wydają przełożeni zgromadzenia.

– Jakie są zalety takiego rozwiązania?

– Proszę zauważyć, że ten sposób postępowania ma swoje walory dla obu stron. Po pierwsze, osoba, która chce wyjechać do danego kraju z reguły już coś wie o tym państwie. Po drugie, jest to ważne dla Centrum, gdyż wiemy, jaką najlepszą ścieżkę edukacji dla danej osoby przygotować. Gdyby np. ktoś z tegorocznych studentów chciał wyjechać do Brazylii czy Rosji, to w programie nauczania byłby języki portugalski i rosyjski.

– Czyli kierunek wyjazdu wybiera sam zainteresowany?

– Tak. Ale od razu muszę zastrzec, że ten wybór musi być skutkiem bardzo roztropnie podjętej decyzji.

– Jakie więc sprawy musi wziąć pod uwagę potencjalny misjonarz rozważając decyzję o wyjeździe?

– Jeśli np. ktoś ma słabe serce, to nie może pojechać do Peru czy Boliwii, gdzie musiałby pracować powyżej 4 tys. m n.p.m. Na takiej wysokości słabsza osoba nie poradzi sobie fizycznie.

– Co jeszcze poza nauką języków znajduje się w programie nauczania przyszłego misjonarza?

Reklama

– Na przykład zajęcia z misjologii. Dotyczą one m.in. historii misji oraz dokumentów Kościoła na ten temat. U nas przedmiot ten wykładają naukowcy z Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego. Ponadto na wykładach studenci poznają historię, kulturę i ekonomię kraju, do którego mają wyjechać. A fakty są takie, że większość przyszłych misjonarzy będzie posługiwała w strefie tropikalnej, w związku z tym organizujemy dla nich jeszcze zajęcia z medycyny tropikalnej.

– Z tej dziedziny chyba nie jest łatwo znaleźć specjalistów w naszym kraju?

– Nam się to udało. Przyjeżdżają do nas profesorowie z Instytutu Medycyny Tropikalnej i Pasożytniczej z Poznania. W trakcie swoich zajęć uczą oni przyszłych misjonarzy, jakie są choroby w danej strefie i jak się przed nimi zabezpieczyć. A także, jak leczyć siebie i miejscową ludność w sytuacji infekcji.

– Ksiądz posługiwał m.in. w Burkina Faso i Wybrzeżu Kości Słoniowej, to pewnie też przeszedł takie szkolenie?

– (śmiech) Nie, zostałem misjonarzem w latach 70. XX wieku, a to były zupełnie inne czasy. Nie było takiej placówki jak Centrum, a zasad medycyny tropikalnej uczyłem się w Burkina Faso od Ojców Białych (Zgromadzenie Misjonarzy Afryki założone przez kard. Karola Lavigerie w 1868 r. – przyp. at).

– Przygotowanie do wyjazdów na misję oraz ich zaplecze zmieniło się, ale powołanie do bycia misjonarzem...

– ...to zawsze była, jest i będzie sprawa bardzo indywidualna.

– Proszę więc uchylić rąbka tajemnicy i powiedzieć, jak Ksiądz odkrył w sobie misyjne powołanie?

Reklama

– W moim przypadku był to długi proces. Już jako dziecko czytałem życiorysy o. Jana Beyzyma, który podjął pracę wśród trędowatych na Madagaskarze czy też o. Damiana z Moloka’i. Byłem pod wrażeniem ich odwagi i ofiarności w niesieniu pomocy bliźnim. Jednak z wiekiem pragnienie zostania misjonarzem ucichło we mnie. Wróciło, kiedy byłem księdzem wikarym w jednej z wrocławskich parafii.

– W jakich okolicznościach zaczął Ksiądz myśleć z powrotem o misjach?

– Z grupą młodzieży zbieraliśmy ryż dla Tanzanii. To dzieło odnowiło we mnie pragnienie zostania misjonarzem. Niedługo potem napisałem do mojego ordynariusza prośbę o wyjazd. Biskup się zgodził. Pojechałem do Francji na naukę języka, a potem trafiłem do Burkina Faso, które wówczas nazywało się jeszcze Górna Wolta.

– Gdzie – nawiązując do początku naszej rozmowy – budował Ksiądz chrześcijańską wspólnotę. Jak to się robi w takim miejscu?

– Chrześcijanie to mniejszość mieszkańców Burkina Faso. W kraju dominuje kultura klanowa. Oznacza to, że ludzie są solidarni w obrębie własnego klanu, rodziny. Tymczasem we wspólnocie chrześcijańskiej nie może być barier klanowych, ponieważ wszyscy jesteśmy dziećmi tego samego Boga.

– Tamtejsi chrześcijanie musieli więc odrzucić część dawnych obyczajów...

– ...powiem mocniej. Wybierając Chrystusa musieli wykazać się odwagą cywilną wobec innych klanów, ale także wobec własnego klanu i własnych rodzin. Dla nas jest oczywistością, że wspólnie modlimy się na Mszy św., ale tam na Eucharystię przychodzą osoby z klanów i rodzin, które wcześniej nie żyły z sobą w przyjaźni. Wspólnotę szanujących się bliźnich stworzyli dopiero wtedy, kiedy zaczęli wierzyć w Chrystusa.

Reklama

– Klany posługują się swoim narzeczem a nie językiem urzędowym. Jak ten problem Ksiądz rozwiązał?

– Podczas sprawowania Eucharystii wyglądało to tak, że najpierw ja czytałem Ewangelię, następnie katechiści rozdzielali się w kościele i czytali Słowo Boże w różnych językach, potem tłumaczyli homilię.

– Doświadczenie misji zmienia samego misjonarza. Jak?

– Ta zmiana jest bardzo duża. I nie jest to tylko moje zdanie, ale też wielu innych misjonarzy. Dzieje się tak dlatego, że misje poszerzają nasze horyzonty i zmieniają perspektywę myślenia. Efektem tego jest to, że otwieramy się na inne sposoby wyrażania wiary niż te, do których przywykliśmy w kraju, z którego się wywodzimy. Po doświadczeniu misji człowiek wie, że ludzie chwalą Boga na różne sposoby. W naszym kręgu kulturowym na pierwszym miejscu są modlitwa, rozmowa i śpiew, ale już nie taniec. Z kolei w innych częściach świata taniec jest silnie związany z modlitwą.

– Nasz krąg cywilizacyjny to Europa. Jakie bariery stwarza nasza kultura dla misjonarza rozpoczynającego posługę w krajach tropikalnych?

Reklama

– Wielu doświadczonych misjonarzy mówi, że w Europie nie potrafimy słuchać oraz jesteśmy niecierpliwi. Kiedy w szkole czy seminarium nauczymy się pewnych działań, to chcemy je przenieść w inne rejony świata, a to jest niemożliwe. Najpierw trzeba nauczyć się słuchać tamtych ludzi, dobrze zrozumieć ich wyobrażenia o sobie samych, by dopiero potem opowiedzieć im o Dobrej Nowinie.

– Papież chce, aby Nadzwyczajny Miesiąc odnowił pragnienie misyjne. Jak duże są dzisiaj misyjne potrzeby?

– One są naprawdę ogromne. W liście pasterskim nasi biskupi przypomnieli, że niemal 5 mld ludzi nie doświadczyło jeszcze „radości ze spotkania z Jezusem”. Ważnym wyzwaniem jest też to, że potrzeby misyjne zmieniają się. W Ameryce Południowej rozbito rodziny a skutkiem tego jest m.in. brak powołań. Z kolei w Afryce powołań jest dużo, lecz brakuje formatorów.

– Większość wiernych nie pojedzie na misje. Jak oni mają rozwijać misyjną wrażliwość?

– Przede wszystkim wszyscy wierni muszą sobie uświadomić, że nakaz bycia misjonarzem pochodzi od samego Chrystusa, który powiedział „Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu!”. Tym światem w pierwszym rzędzie nie jest egzotyczny kraj, ale jest nim rodzinny dom. To tam trzeba zacząć głosić Ewangelię i własnym życiem dawać świadectwo wiary. Nie zapominajmy też, że misjonarze potrzebują naszej pomocy. Kto może, niech wspiera ich dzieła materialnie. Wszyscy zaś wierni niech pamiętają o misjonarzach w swoich modlitwach.

2019-10-08 14:19

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Katolicka Szkoła – dzieciom misji

Niedziela zamojsko-lubaczowska 10/2020, str. IV

[ TEMATY ]

szkoła

misje

ks. Mariusz Skakuj

Radość obdarowanych dzieci

Radość obdarowanych dzieci

Odkąd pojawiliście się na naszej ziemi, nasze życie wygląda inaczej – takie słowa usłyszeliśmy podczas zakończonej przed kilkoma dniami wyprawy misyjnej do Kenii. Zmobilizowały nas do niej słowa papieża Franciszka zachęcające, aby Kościół dzisiaj był w permanentnym stanie misji.

Projekt rozpoczął się dla środowiska Katolickiej Szkoły Podstawowej im. św. Ojca Pio w Zamościu kilka miesięcy temu, kiedy to od ks. Pawła Płaczka, dyrektora Papieskich Dzieł Misyjnych w Szczecinie, usłyszałem propozycję rozpoczęcia współpracy z katolicką szkołą w Kenii, w miejscowości Kinna. Współpraca miała polegać przede wszystkim na objęciu tej placówki modlitwą oraz na przekazaniu konkretnych darów materialnych dla podopiecznych szkoły, a o tym, co moglibyśmy zrobić dla uczniów z Kinna w dalszej perspektywie, mieliśmy rozeznać dopiero na miejscu.
CZYTAJ DALEJ

Abp Przybylski: potrzeba ochrony z nieba w rzeczywistości, w której jest III wojna światowa w kawałkach

2026-07-19 07:45

[ TEMATY ]

Czerna

abp Andrzej Przybylski

Karol Porwich/Niedziela

Abp Andrzej Przybylski

Abp Andrzej Przybylski

„Bycie uczniem - misjonarzem w Rodzinie Szkaplerznej” to hasło i temat 28. Ogólnopolskiego Spotkania Rodziny Szkaplerznej, to znaczy wszystkich noszących karmelitański szkaplerz Maryi, które odbyło się 18 lipca w sanktuarium Matki Bożej Szkaplerznej w Czernej k. Krakowa/Krzeszowic. Spotkaniu przewodniczył abp Andrzej Przybylski, metropolita katowicki.

- Jesteśmy uczniami szkaplerznej szkoły Maryjnej, która ma dwie funkcje: opiekuńczą i kształtującą. Ten płaszcz święty chroni przed potępieniem, prowadzi na drogę zbawienia, daje ukojenie i pokój - mówił w homilii abp Przybylski. - Świat dzisiejszy potrzebuje takiej ochrony z nieba, bo potrzebuje pokoju. Ile dziś niepokoju, rozbicia w rodzinie, w społeczeństwie, w Polsce, w świecie, gdzie jest III wojna światowa w kawałkach. Potrzebujemy takiej ochrony, by głosić światu pokój - powiedział arcybiskup.
CZYTAJ DALEJ

500 lat parafii w Bełdowie. „Bóg jest zawsze bliski i na wyciągnięcie ręki”

2026-07-20 11:12

[ TEMATY ]

archidiecezja łódzka

Bp Zbigniew Wołkowicz

Bełdów

Joanna Popławska

500 lat parafii w Bełdowie

500 lat parafii w Bełdowie

Parafia Wszystkich Świętych w Bełdowie świętowała jubileusz 500-lecia swojego istnienia. Uroczystej Eucharystii przewodniczył bp Zbigniew Wołkowicz. W modlitwie uczestniczyli kapłani, osoby życia konsekrowanego, przedstawiciele władz samorządowych, zaproszeni goście oraz licznie zgromadzeni parafianie.

W homilii biskup podkreślił, że historia parafii jest przede wszystkim historią Bożej obecności pośród ludzi. – Od momentu, kiedy pojawiła się pierwsza parafia i ludzie zaczęli się tutaj modlić, Bóg stał się Bogiem bliskim, Bogiem na wyciągnięcie ręki. Wystarczyło przyjść do świątyni, by uświadomić sobie Jego obecność i odkryć, że nigdy nie jesteśmy sami. Przez 500 lat Bóg był tutaj blisko swoich wiernych i pragnie nadal przez każdego z nas czynić wielkie rzeczy – w życiu osobistym, rodzinnym i we wspólnocie parafialnej – powiedział bp Wołkowicz.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję