Reklama

W wolnej chwili

Niespodziewane

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Weźmy na ten przykład Władka. Nie mówiłem wam jeszcze, ale jak byłem ostatnio u niego, to się popłakał. Jeszczem go takim nie widział. Siedzimy przy stole w jadalni w stałym składzie. Dyskusja przeniosła się z zakrystii, jak zwykle sprowokowana jakimiś miejscowymi sensacjami. Tak było i „tom razom”, jak mawia kościelny. Poruszającą wiadomość przynosi organista. Otóż znana nam wszystkim, niezwykłej zacności parafianka – to zaś wyrażenie proboszcza, akurat w tym przypadku nieprzesadzone zupełnie – znalazła się w domu opieki. Bulwersujące jest to, że oddała młodym ludziom z rodziny dom i cały majątek w zamian za opiekę. Pochwalali wszyscy wtedy jej decyzję, bo w ten sposób zostaje wśród swoich, nie marnuje się dorobek ich życia z mężem i nie będzie sama na stare lata. Teraz ta wiadomość przybija wszystkich, tym bardziej że jest już po rejentalnych zapisach i nie ma szans wyegzekwować na nich zmianę czegokolwiek. Wszyscy odbierają to jako ewidentną krzywdę, tym bardziej że zawsze była ona człowiekiem wrażliwym, dobrym i ofiarnym, a to zjednuje sympatię i współczucie.

– W wojsku się mówiło: kto ma miękkie serce, ten ma twardą dupę. I tak to jest. – Organista kolejny raz przerywa proboszczowi.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Reklama

– Ale nie możesz uogólniać, o tym właśnie mówię. Do czego byśmy doszli, gdyby tak tylko ten wychwalany przez ciebie egoizm. Dobrym warto być, zawsze. I o tym chcę wam powiedzieć, że dobro wraca do człowieka, czasami w dziwny i niespodziewany sposób.

– Jakoś do niej nie wróciło, wręcz przeciwnie.

– A ten w kółko swoje. Coś taki niecierpliwy. Młyny Boże mielą powoli. Nic jeszcze nie wiadomo, choć krzywda ewidentna. I muszę wam powiedzieć, że oni, po kolędzie jak byłem, to mi się nie podobali. Szczególnie ona, pyskata, zarozumiała. Po roku tę naszą parafiankę już wyrzucili do bocznego pokoju, a resztę urządzili po swojemu. Nic nie mówiła, ale było widać, że jej przykro.

– I wtedy trzeba było ich wywalić. Nie mógł jej ksiądz podpowiedzieć?

– Jak mogę ingerować w takie sprawy, zresztą kto się spodziewał, że tak z nią zrobią po zapisie?

– No mówię, że twardej dupy potrzeba.

Reklama

– Ale dajże już spokój z tymi wojskowymi mądrościami. W bardzo wielu przypadkach jest inaczej, zresztą tu też jeszcze nie wiadomo. No, o tym Władku wam zacząłem. Znacie go przecież, bywał u nas kilkakrotnie wcześniej. O, Władek to prałat, doktor rzymski, przed wojną w świecie bywały. Ale nie o tym chciałem. Jak jadę, to mu zawsze coś, nie wypominając, biorę, bo w tym domu emerytów jak to w zbiorówce, a on nawykły przez lata do innego stylu. Skarżył mi się, że już się ze wszystkiego wypstrykał, nie wiedział, że tak długo na tej emeryturze będzie musiał... Ostatnio nawet obrazy zaczął wyprzedawać. Miał pięknego Norblina, chciał mnie okazyjnie, ale gdzie tam mnie stać, a nie będę wykorzystywał okazji. U niego zawsze musi być koniaczek, kawka, coś dobrego na stole, taki już jest, a tu leki, wizyty lekarskie i mówi mi – bryndza. Pojechałem teraz do niego, a on w skowronkach, pokazuje mi list i płacze. On stał się teraz na starość taki sentymentalny, całe życie to był twardy gość. Z latami tak mięknie i ma coraz więcej wdzięczności wobec Pana Boga. Ale po kolei, bo chaotycznie wam opowiadam. Otóż po wojnie Władek był chyba prefektem szkół, on był z domu bogaty, wojna pewnie wiele zabrała, ale zawsze cośkolwiek zostało. Tak czy inaczej, ludzie tracili wszystko – i domy, i miasta. Nie pamiętam, jak to dokładnie było, ale zjawił się u niego jeden pan z Wilna, z córką. Zostawili wszystko, dom, groby, zmarłą żonę, i uciekli. Takich ludzi było wiele, gdzieś trzeba mieszkać, pracować i tak dalej. Władek im pomógł, na początek jakieś mieszkanie, pracę dla ojca, szkołę. Nie wiem, ile to trwało, ale facet umiera i on obiecuje temu ojcu, że będzie tej dziewczynie łożył na studia. A to jest człowiek słowny, u niego słowo ważniejsze jak pieniądze. I on tak te pięć czy ile tam lat posyłał. Potem kontakt się urwał, bo to inne, odległe miasto, codzienne sprawy. Zawsze jednak na święta czy jego urodziny przysyłała kartkę, nie można powiedzieć. Władek mówił też, że to nie były jakieś duże sumy i on w ogóle nie oczekiwał żadnej wdzięczności. To są zresztą lata. Ta kobieta już przeszła na emeryturę. Jest schorowana. I on mi mówi, że musiała się przeprowadzić, bo to mieszkanie już dla niej było za duże i za drogie w utrzymaniu. Z jednej emerytury, wiecie. I jak to przy przeprowadzkach – likwiduje się niepotrzebne szpargały, papiery. Ona też tak robiła, tym bardziej że przechodziła do jakiegoś maleńkiego mieszkanka. Co jej się wydawało zbędne, to albo podarowała komuś, albo wywaliła. W niedługi czas potem – patrzcie, jakie to przypadki – znajduje ją jakieś biuro prawne. Okazuje się, że jej ojciec przed wojną zdeponował znaczną sumę pieniędzy w banku angielskim, miał chyba jakiś oddział w Wilnie ten bank, i wyobraźcie sobie, oni ją odnaleźli, po tylu latach. Niesamowite. Chodziło o to, żeby okazała teraz ten weksel, papier dłużny czy jakieś akcje, nie wiem, a ona w płacz, bo to wszystko parę tygodni wcześniej wyrzuciła. Zwierza się swoim znajomym, ubolewają nad nią, a tu jedna z nich mówi: poczekaj, ja tego chyba nie wyrzuciłam, bo to był bardzo ładny druk, ze zdobieniami, i pomyślałam, że oprawię jak grafikę. Tylko gdzie ja to mogłam położyć? Znalazły. I ona do Władka pisze, że wreszcie będzie się mogła odwdzięczyć za jego dobre serce. Słuchajcie, to jest hojna kobieta. Co miesiąc Władek dostaje równowartość dobrej emerytury, a na święta czy imieniny – specjalny bonus. Dośmiertnie, powiedziała mu.

Proboszcz z podziwem kiwa głową. Władek teraz co wspomni, to płacze. – Bieda mi groziła, nędza zupełna – mówi. I tak się rozczula nad ludzką wdzięcznością i pamięcią, jak i nad Bożą opieką. No i co na to powiesz?

– Piękne, szkoda tylko, że tak rzadkie. Naprawdę tak było?

– No wiesz co... Mówię wam, jak na spowiedzi. A zresztą wszyscy żyją, możesz sprawdzić.

– Przydałaby się taka ciotka.

– No masz. Dużo pojął.

– No bo czemu takie przypadki, czy też jak proboszcz w kazaniu jaki przykład mówi, to wszystko dobre dzieje się albo dawno, albo daleko, w obcych krajach, a nie u nas?

– Co racja, to racja. – Organista, choć nie zwykł, potakuje kościelnemu i obaj patrzą wyzywająco na proboszcza.

– Co mam wam odpowiedzieć, że pod nosem nie widać? Mało każdy we własnym życiu, jak uczciwie popatrzy, znajdzie zdarzeń niezwykłych i opieki Boskiej? Takiś mądry – zwraca się nagle do kościelnego, bo sobie coś przypomniał – a nie pamiętasz już, jak żeś opowiadał, ile to, ze dwa tygodnie temu pewnie, jak żeś z sąsieka spadł na klepisko, a tam sieczkarnia, kosa i czego tam jeszcze nie było, bo bałagan masz na klepisku, a tobie nic się nie stało i cudem Boskim upadłeś obok tego wszystkiego? Z ilu to metrów było?

– O, u teścia stodoła wysoka, z czterech najmniej. Prawda.

Reklama

– Z czterech i nic ci się nie stało? Baju, baju. – Organista to człowiek konkretu.

– Snopek poleciał przede mną i ja na ten snopek.

– No, chyba że tak – dosyć nieprzekonywająco mówi organista.

A kościelny do proboszcza: – To czemu tego proboszcz na ambonie nie powie?

– Bo nie chcę z ciebie publicznie fajtłapy robić. Z sąsieka spaść to żaden chlubny czyn. Naprawdę, nie ma się czym chwalić, wierz mi. Coś taki pazerny na tę chwałę? Patrzcie go, niedługo by na ołtarz wlazł. Co zaś do Władka, chce nam coś do kościoła ufundować. Jak tu od emeryta brać, ale się zaparł. I nie wiem, czy ornat jaki, czy tuwalnię nową? Kapa jest nie za tęga, ale to grubszy wydatek, nie chciałbym go naciągać.

– Jak postanowił, to grzech nie brać. I obrusy by się przydały, i chorągiew jaka. Feretron z Antonim proboszcz obiecał.

– Nie obiecał, tylko mówił, żeby się przydał, a to różnica. Podpowiadałem jakiej duszy skruszonej, jak by mogła ekspiacje zrobić z pożytkiem dla kościoła.

– Komu?

– Gapowatemu kościelnemu. Znasz takiego?

Organista się zaśmiał, kościelny nagle spoważniał i widać było, że rozmowa zmierza ku końcowi tego dnia, i jak zwykle ktoś wyjdzie urażony.

2025-07-21 18:01

Oceń: +2 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Z głębokości

Nasz pan kościelny jest równocześnie grabarzem. Traktuje obie te funkcje z należytą godnością, jak misję i posłannictwo, a nie tylko zawód, i wymaga od innych powagi i podobnego podejścia w kontaktach z jego osobą.

Nasz pan kościelny jest równocześnie grabarzem. Traktuje obie te funkcje z należytą godnością, jak misję i posłannictwo, a nie tylko zawód, i wymaga od innych powagi i podobnego podejścia w kontaktach z jego osobą. Kiedy rodzina przychodzi, jak to się tu mówi, załatwić bądź uzgodnić pogrzeb, bez niego się nie obędzie. Celebruje wtedy swoją rolę dużo bardziej niż proboszcz. Nie widzi w tym też nic niestosownego. Wyjaśnia mi szczerze i z prostotą: – To ja będę dzwonił na skonanie, ja kopię grób i ja go zasypuję, formuję kopiec. A potem jeszcze doglądam, darniuję i jakby kiedyś pomnik chcieli, to też ze mną mają do czynienia. Nie tak? Że już nie wspomnę o kościele. Kto ustawia katafalk? Obsługuje w całości, dzwoni? No. To kto tu jest najważniejszy?
CZYTAJ DALEJ

Prokurator Witkowski: Ks. Popiełuszko był dwukrotnie wrzucany do Wisły [część III]

2026-01-20 14:25

[ TEMATY ]

Milena Kindziuk

bł. ks. Jerzy Popiełuszko

Wikimedia (domena publiczna)

Z prokuratorem Andrzejem Witkowskim, o tym, co działo się z księdzem Popiełuszką między 25 a 31 października 1984, rozmawia Milena Kindziuk (część III).

- Wieloletni obrońca ustaleń Pana Prokuratora - Piotr Litka - dotarł do taksówkarza, który w jednym z filmów dokumentalnych przyznał się, że 25 października 1984 roku wieczorem był na tamie i widział, jak właśnie wtedy wrzucono ciało ks. Jerzego do Wisły. Taksówkarz dokładnie opisuje, jak 25 października na tamie we Włocławku dwaj mężczyźni wrzucili ciało do Wisły. Potem rozmówca przyznaje: „za dużo powiedziałem…Trzeba zapomnieć”. Co Pan na to? Czy ustalenia red. Litki są wiarygodne?
CZYTAJ DALEJ

Święci na ekranie: pięć inspirujących filmów, także o Polakach

2026-01-22 20:05

[ TEMATY ]

św. Jan Paweł II

filmy

św. Maksymilian Maria Kolbe

@Vatican Media

św. Jan Paweł II

św. Jan Paweł II

Filmy o św. Janie Pawle II i św. Maksymilianie Kolbem znalazły się w amerykańskim przeglądzie pięciu czołowych produkcji o świętych. To obrazy, które inspirują do odwagi, wierności sumieniu i nadziei. Przegląd portalu National Catholic Register obejmuje także ekranizacje poświęcone św. Tomaszowi Morze, św. Teresie z Lisieux oraz św. Józefowi Moscatiemu.

Produkcja z 1966 roku przypomina postać św. Tomasza More’a, angielskiego myśliciela i polityka, który w XVI wieku oddał życie, kierując się sumieniem i wiernością Ojcu Świętemu. W 2000 roku św. Jan Paweł II ogłosił go patronem mężów stanu i polityków. Przywołane słowa Papieża Polaka ukazują św. Tomasz More’a jako „męczennika wolności i prymatu sumienia”, wiernego obowiązkom publicznym właśnie dzięki wierze.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję