Reklama

Wiadomości

Genderowy blender

Ministerstwo Obrony Narodowej powinno skupić się na zapewnieniu Polsce bezpieczeństwa. I tylko na tym.

2026-02-24 12:02

Niedziela Ogólnopolska 9/2026, str. 38

[ TEMATY ]

komentarz

Adobe Stock

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Reklama

Kiedy komuniści sfałszowali wybory powojenne w 1947 r., ulica ukuła powiedzenie: „Urna wyborcza to magiczna szkatułka – wrzucasz Mikołajczyka, wychodzi Gomułka”. Polacy wybierali wówczas PSL Mikołajczyka jako jedyną alternatywę dla narzuconych przez Sowietów marionetek z PPR. Trawestując to powiedzenie, dziś można sformułować nowe: Władysław Kosiniak-Kamysz to szybki blender – wrzucasz Witosa, wychodzi gender. Prezes PSL z namaszczeniem lubuje się w odwołaniach do trzykrotnego premiera Wincentego Witosa i celebruje swą obecność na rocznicowych uroczystościach w Wierzchosławicach, ale udział w lewicowym rządzie wymusza na nim odpowiednie kontrybucje. Tak należy patrzeć na ujawnioną przez portal Blask Online informację o planach zajęć dla polskiej armii. W ramach przedmiotu: profilaktyka i dyscyplina wojskowa znalazło się szkolenie pt.: „Prawa człowieka i perspektywa gender w operacjach wojskowych” (sic!). Czy podczas odpierania ataku wroga żołnierz miałby analizować tzw. płeć kulturową przeciwnika, czyli – zgodnie z kanonami tej ideologii – zastanawiać się, czy po drugiej stronie nie walczą mężczyźni uważający się za kobiety? I może powinien potraktować takie osoby inaczej, mimo wrogiej napaści? A może perspektywa gender oznacza, że w przypadku szkoleń sojuszniczych z wojskami niemieckimi czy francuskimi polski żołnierz, przy grochówce w koszarach, ma najpierw zapytać: jak się do ciebie zwracać? Pan, pani, my, wy, oni? Zaimki w wojsku to kwestia fundamentalna!

Jak nie wiadomo, o co chodzi, to wiadomo, o co chodzi. Skoro Departament Kadr MON zatwierdził plan szkoleń gender, to ktoś je dla żołnierzy w całej Polsce miałby poprowadzić. Organizacje LGBT chętnie przytuliłyby honoraria. A że wykłady ukazałyby zerową przydatność na placu boju? Generał dostałby polecenie polityczne, przekazałby je w dół, a dowódcy wydaliby żołnierzom rozkaz. Ci ostatni pośmialiby się na zajęciach i tyle. Ale po nagłośnieniu sprawy wicepremier Kosiniak-Kamysz wycofał szkolenia gender z programu na 2026 r.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Donald Trump w styczniu 2025 r., czyli od razu po rozpoczęciu drugiej kadencji, zdecydował o usunięciu z armii programów DEI (skrót od diversity, equality i integration, czyli różnorodność, równość i integracja), za którymi kryły się szkolenia gender. Zakazał ponadto używania w amerykańskim wojsku „zmyślonych zaimków”. W jednym z rozporządzeń znalazły się też wytyczne dotyczące rekrutacji do armii – odwoływanie się przez potencjalnego żołnierza do innej tożsamości niż wskazana przy urodzeniu oznacza teraz niewypełnianie kryteriów wojskowych. „Służba w armii nie będzie już podlegać absurdalnym eksperymentom ideologicznym” – ogłosił wówczas Donald Trump, usuwając regulacje wprowadzone za czasów lewackiej administracji Joe Bidena. Na marginesie – aktualny prezydent USA nakazał też natychmiastowe przywrócenie do armii wszystkich usuniętych za odmowę szczepień przeciw COVID-19. Nie wiem, czy takie przypadki były też w Wojsku Polskim. Ale zakładam, że tak. A każdy ma prawo do decydowania o własnym zdrowiu i jeśli stracił zatrudnienie przez odmowę udziału w eksperymencie medycznym, należy przywrócić go do służby. Trump słusznie uznał, że doszło do dyskryminacji w miejscu pracy. Panie premierze Kosiniaku-Kamyszu, jest sprawa do załatwienia!

Szef MON powinien się koncentrować na skutecznych negocjacjach z producentami wyposażenia dla Wojska Polskiego oraz przekonaniu, że Amerykanie albo Koreańczycy z Południa oferują nam gorsze warunki niż Komisja Europejska w programie SAFE, albo przekonać, że mechanizm warunkowości w tymże programie nie spowoduje, iż zadłużymy się na dziesięciolecia, będziemy spłacać od niego pożyczki, a wpłaty zostaną wstrzymane przez Ursulę von der Leyen lub innego brukselskiego biurokratę pod byle pretekstem dotyczącym praworządności. A pomysłodawczynię kuriozalnych szkoleń z „perspektywy gender” – przewodniczącą Rady ds. Wojskowej Służby Kobiet – wywalić z resortu. Bo jakoś o tym w komunikacie MON nie napisano, czyli autorka zostaje.

Oceń: 0 -1

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Lewoskrętna definicja małżeństwa

Żaden traktat europejski nie dał TSUE prawa ingerowania w nasze prawo rodzinne.

Wicepremier Krzysztof Gawkowski z Lewicy oznajmił, że „Polska ma obowiązek uznawać «małżeństwa» osób tej samej płci zawarte legalnie w innych krajach UE”, i poinformował, iż podpisał dokumenty, które rozpoczynają proces zmiany wzorów aktów stanu cywilnego. W nowych formularzach zamiast rubryk „mężczyzna” i „kobieta” wprowadza się nowe: „pierwszy małżonek”, „drugi małżonek” i dalej – „ojciec pierwszego małżonka”, „matka drugiego małżonka”. Ma to związek z orzeczeniem Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, który postanowił, że kraje członkowskie mają uznawać zarejestrowane związki osób tej samej płci. To po wniosku dwóch mężczyzn, którzy zawarli związek w Berlinie i chcieli, by Polska dokonała transkrypcji tego aktu i traktowała go w urzędzie stanu cywilnego jako zawarty ślub. Sprawa ta bulwersuje na kilku poziomach. Najważniejszy – Polska, wbrew twierdzeniom wicepremiera Gawkowskiego, nie ma obowiązku uznawania takich związków. Powinnością członka polskiego rządu jest to wiedzieć i protestować przeciwko wymuszeniom ze strony TSUE. Kiedy wstępowaliśmy do Unii Europejskiej, sfera religii, wartości, kultury pozostała naszą wyłączną kompetencją jako kraju członkowskiego. I żaden traktat europejski nie dał TSUE prawa ingerowania w nasze prawo rodzinne. Gdyby eurokraci chcieli to zmienić, musieliby przedłożyć nową umowę międzynarodową i poddać ją procesowi ratyfikacji. W naszym przypadku wymagałoby to zatwierdzenia przez Sejm większością 2/3 głosów. Konstytucja jest najwyższym prawem w Polsce i stoi ponad umowami międzynarodowymi, a w niej wyraźnie zapisano, że „małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny znajduje się pod ochroną RP”. Zawiera precyzyjną definicję małżeństwa, która nie podlega interpretacjom. Choć np. Szymon Kacprzak z Partii Razem, w TV wPolsce24 utrzymywał 18 stycznia, że ten zapis „nie mówi, że małżeństwo jest wyłącznie związkiem kobiety i mężczyzny, tylko że to małżeństwo rozumiane jako związek kobiety i mężczyzny jest pod szczególną ochroną państwa”. Tak jakby istniało kilka rodzajów małżeństw (sic!). Działacz próbuje tworzyć nowe definicje, które nie śniły się zapewne twórcom ustawy zasadniczej takim jak... Aleksander Kwaśniewski czy Tadeusz Mazowiecki. Trzeba lewoskrętnym postępowcom powtarzać, że nie ma takiego pojęcia jak „małżeństwa jednopłciowe”. Owszem, oni dokonują zabiegów językowych, upowszechniają fałszywe formy, by zmieniać mentalność Polaków. Słowo „małżeństwo” wywodzi się ze staroczeskiego, weszło do naszego języka w XV wieku i stąd małżonek oznacza prawnie „ślubną żonę” lub „ślubnego męża”. Czeska malženka pochodzi od mal, czyli umowy, i žena, czyli żona, a zatem chodzi o umowę z żoną. I twórcy konstytucji świadomie zapewnili ochronę państwa związkowi, z którego rodzą się i w którym są wychowywane dzieci, które zapewniają trwałość narodu. Kolejne pokolenia to reprezentanci wszystkich profesji, które budują siłę duchową i dochód Polski. I dlatego mamy szczególny status małżeństwa i rodziny. Aż dziw, że tak oczywiste kwestie trzeba dziś wykładać ministrom.Polski rząd powinien się stanowczo sprzeciwić próbom wprowadzenia tylnymi drzwiami legalizacji homo związków zawartych w innych krajach. Minister sprawiedliwości Waldemar Żurek już zapowiada, że to pierwszy krok. Jeśli chce zapewnić im przywileje podatkowe, niech przedstawi projekt w Sejmie. Zobaczymy, czy politycy koalicyjnego PSL go poprą. A i tak na końcu rozbije się o weto prezydenta lub kolejne w tej sprawie orzeczenie TK. Bo jeśli zmienimy pod dyktando eurokratów konstytucyjną definicję małżeństwa, to zaraz się okaże, że homo związki mogą korzystać ze wspólnych rozliczeń podatkowych i świadczeń rodzinnych. Prawa naturalnego nie zmienicie. Krajowym i europejskim lewoskrętnym politykom i działaczom dedykuję zdanie z opowiadania Agathy Christie: „Słowa stały się dla niego narzędziem do ukrywania faktów, a nie ich ujawniania”.
CZYTAJ DALEJ

40 pytań Jezusa: „Czy nie dziesięciu zostało oczyszczonych?”

Każdego dnia Wielkiego Postu podamy Ci jedno konkretne pytanie, które Jezus zadaje w Ewangeliach (np. „Czy wierzysz?”, „Czego szukacie?”, „Czy miłujesz Mnie?”). Bez moralizowania. Niech to będzie zaproszenie do osobistej konfrontacji i zmierzenie się z własnymi trudnościami w czasie tegorocznej wielkopostnej drogi.

Wdzięczność jest znakiem dojrzałej wiary.
CZYTAJ DALEJ

Rekolekcje czy konflikt? Dlaczego nagle martwimy się o lekcje?

2026-03-13 20:12

[ TEMATY ]

felieton

rekolekcje szkolne

Andrzej Sosnowski

Red.

Andrzej Sosnowski

Andrzej Sosnowski

Każdej wiosny w polskich szkołach powraca ten sam temat: rekolekcje wielkopostne. Dla jednych to naturalny element życia szkolnego w kraju o chrześcijańskiej tradycji, dla innych – źródło napięć organizacyjnych i światopoglądowych. W praktyce problem nie dotyczy jednak tylko uczniów, ale także nauczycieli, którzy często znajdują się między literą prawa a codziennością szkolnej organizacji.

Rekolekcje wielkopostne są w wielu polskich szkołach wydarzeniem tak oczywistym jak zakończenie roku szkolnego czy szkolne jasełka. Co roku w okresie Wielkiego Postu uczniowie uczestniczą w spotkaniach religijnych organizowanych przez parafie we współpracy ze szkołą. Jednak z roku na rok coraz częściej pojawiają się pytania: czy szkoła powinna w to angażować się organizacyjnie? A przede wszystkim – jaką rolę w tym czasie mają pełnić nauczyciele?
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję