Niedziela nie byłaby niedzielą, gdybyśmy nie przyszli do kościoła – zapewnia Justyna Zatoń, mama Agnieszki, Julii i Piotra, który w parafii jest ministrantem. – Uczymy dzieci, że uczestnictwo w Liturgii to nie jest nakaz od księdza, ale idziemy na Mszę św., bo mamy taką potrzebę serca – tłumaczy. Córka państwa Zatoń, Agnieszka, należy do parafialnej róży różańcowej. – Część spośród moich rówieśników wie, że odmawiam Różaniec, część nie i nie stanowi to problemu w naszych relacjach. Najważniejsze jest to, że jak się modlę, to czuję, że jestem bliżej Pana Boga i wtedy jest OK – zwierza się. – A ja często chodzę na Ekstremalną Drogę Krzyżową. W tym roku byłem nawet dwa razy i zachęciłem też córkę. Teraz chodzimy razem – zaznacza Łukasz Zatoń.
Dobry przykład
Reklama
– Wiarę przekazali mi rodzice. To dzięki nim regularnie uczestniczę w Eucharystii i dzięki temu całą rodziną jesteśmy blisko Boga. Bez Niego ciężko byłoby nam przetrwać, ponieważ są w życiu różne chwile i sytuacje – opowiada Katarzyna Woldan, żona Sławomira, mama Antoniego, Hani i Łucji. – Przekazujemy wiarę naszym dzieciom, a wiara i sakramenty umacniają nas, co pozwala nam przetrwać w dzisiejszym, dość „szybkim” świecie – zauważa kobieta. I dodaje: – My nie tylko idziemy do Pana Boga, gdy jest trwoga, ale chcemy być razem z Nim na co dzień. Dlatego, kiedy zdarzy się nam rano zaspać i jest pośpiech, to w drodze do szkoły modlimy się w samochodzie. – A ja modlę się na różańcu w pracy – mówi p. Sławomir.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Wspólne dobro
– Urodziłam się tutaj, przyjęłam chrzest święty, i tak jak chodziłam do naszego kościoła z rodzicami, tak dzisiaj przychodzę tu z mężem – opowiada Teresa Klekowska, która modli się w jednej z róż różańcowych i należy do rady parafialnej, przez co wspiera proboszcza w działaniach duszpasterskich. – Mamy świetnego proboszcza – przyznaje. – Jesteśmy z księdzem „pod telefonem” na bieżąco i dogadujemy się wspólnie – podkreśla.
Wielu parafian przyznaje, że proboszcz jest dobrym gospodarzem i dba o swoich wiernych, a nade wszystko dużo się modli. – Widać to szczególnie, kiedy jest wystawienie Pana Jezusa w Najświętszym Sakramencie – podkreśla jedna z parafianek. – Dla mnie jest to najważniejsza sprawa: Eucharystia i Kościół – zaznacza ks. Tadeusz Król, proboszcz parafii, który czwarty rok służy wspólnocie w Kodrębie. – Staram się też zaszczepić poczucie odpowiedzialności za nasz kościół wśród parafian i myślę, że po części to się udaje – zauważa duszpasterz.
Mirosława Rutkowska wiele widziała i przeżyła w parafii. Seniorka ma 83 lata i dobrze pamięta wszystkich księży, którzy tu posługiwali. – Dzisiaj wygląda u nas tak, jak to wyglądało, kiedy byłam nastolatką. Księża dużo u nas zrobili, a obecny też fajnie pracuje – przyznaje.
Cierpliwość
Reklama
– Uważam, że każde, nawet najzwyklejsze miejsce, gdzie mieszka Bóg, jest najpiękniejsze. Ma to ogromne znaczenie – mówi Anna Rusin, położna, doradca życia rodzinnego w ramach Archidiecezjalnego Ośrodka Duszpasterstwa Rodzin Nazaret w regionie radomszczańskim. Pani Anna opiekuje się kapliczką we wsi Wola Malowana, gdzie mieszka. – Mamy teraz czasy, w których obok dużych kościołów na znaczeniu przybierają również małe kaplice. To właśnie w takich małych wspólnotach ludzie zajmują szczególne miejsce w życiu Kościoła. Dlatego zainicjowałam trzecią różę różańcową w naszej parafii i pewnie z czasem przyjdą tego owoce – wyjaśnia. – Czasami nam się wydaje, że pewne rzeczy przychodzą powoli i coś idzie bardzo mozolnie, ale patrząc na doświadczenia, to na pewne rzeczy potrzeba czasu, żeby móc je dostrzec – zauważa p. Anna.
Chłopaki
Wojciech Domagała wypełnia obowiązki kościelnego. – Pomagam księdzu, zanim rozpocznie się Msza św. Otwieram kościół i zamykam, przygotowuję niezbędne rzeczy do Liturgii. Jeżdżę też z księdzem do kapliczek dojazdowych w Lipowczycach i Woli Malowanej, gdzie gram na organach – z dumą przyznaje ministrant.
– Często podczas Mszy św. czytam czytania i modlitwę wiernych. Lubię bardzo czytać, a najdłuższa książka, jaką przeczytałem, miała 1500 stron – zaznacza Alan Polanin. – Służę tutaj tak naprawdę od małego. Dobrze się znam ze wszystkimi chłopakami. Każdy z nas wkłada wysiłek w swoją służbę w parafii i myślę, że naprawdę dobrze nam to idzie. Jesteśmy zgraną grupą – stwierdza Błażej, który od 7 lat jest ministrantem. Piotrek Zatoń informuje, że przy ołtarzu służy ponad 20 chłopaków. A Filip Zieliński cieszy się, że wkrótce wyjeżdżają z księdzem na wycieczkę. Jak podkreślają wszyscy ministranci, wycieczki są dla nich ważne.
Szlachecka wieś
Początki Kodrębia sięgają końca XIV wieku. Od XVI wieku stał się wsią szlachecką i wówczas to, po pożarze drewnianego kościoła, powstała zabytkowa świątynia. – Chodziło o to, aby pokazać historię tego miejsca i losy wsi na przełomie wieku, bo miejsce to ma także piękne karty polskiej historii – wyjaśnia prof. Dariusz Nawrot, który opracował treść czterech pamiątkowych płyt kamiennych ufundowanych i poświęconych przez pochodzącego z parafii ks. Leonarda Sobczyka. Tablice zostały poświęcone historii regionu i znanym postaciom wywodzącym się z parafii, m.in. Zygmuntowi Kamockiego herbu „Jelito”, ofierze zbrodni katyńskiej, oraz ks. Mirosławowi Drozdkowi, budowniczemu Narodowego Sanktuarium Matki Bożej Fatimskiej w Zakopanem.
Z parafii w Kodrębiu pochodzi również trzeci ordynariusz diecezji częstochowskiej bp Stefan Bareła. To dzięki jego staraniom, po 28 latach przerwy spowodowanej decyzjami władz komunistycznych, wznowiono wydawanie Tygodnika Katolickiego Niedziela.
