Z tej okazji sanktuarium we francuskich Alpach nawiedziło wiele pielgrzymek, także z naszej diecezji. Były grupy z Kobylanki, Rzeszowa i cztery różne pielgrzymki z Dębowca i okolic.
Z sanktuarium na górze La Salette związany jest sługa Boży ks. Jan Berthier. Zawitał tu po raz pierwszy jeszcze jako kleryk w 1861 r., będąc na wakacjach. Na La Salette przywędrował pieszo z Grenoble. O Zapłakanej Matce opowiedziała mu babcia, gdy Janek miał zaledwie 6 lat. Nigdy nie zapomniał tej historii. Dojrzewało w nim pragnienie pielgrzymki, choć niektórzy profesorowie diecezjalnego seminarium odradzali klerykom wyjazd i w ogóle kult Maryi z La Salette. Młody Berthier tak potem wspominał swą wyprawę: „Pragnienie ujrzenia miejsca, gdzie Matka Najświętsza płakała, kazało nam zapomnieć o długości drogi i o trudach tego marszu. Myśl, że Maryja uświęciła swoim zjawieniem się ten skrawek ziemi, na którym staliśmy, że zwilżyła tę ziemię swymi łzami, widok misjonarzy, którzy z wielkim nabożeństwem odmawiali Brewiarz, wszystko to wzruszyło mnie do głębi. Ja tu powrócę”.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Reklama
Rok później, 14 czerwca 1862 r., diakon Jan Berthier powiększył małe, zaledwie 8-osobowe grono Misjonarzy Matki Bożej Płaczącej. Przełożony ks. Piotr Archier, mówił szczerze do kandydata: „Drogi przyjacielu, myślę, że nie obawiasz się krzyży, bo Najświętsza Panna posiała ich mnóstwo na La Salette”. Odpowiedź była równie szczera i pełna entuzjazmu: „Przeciwnie, Ojcze, tego właśnie pragnę, a jeśli Najświętsza Panna posiała krzyże, sądzę, że da i trochę słońca, aby one mogły wzrastać”.
Początkowo miał poważne problemy ze zdrowiem, ale odzyskał je zupełnie, gdy jako kapłan misjonarz z zapałem oddał się posłudze słowa i działalności pisarskiej. Jakże cenne także dla współczesnego duszpasterstwa są jego wypowiedzi: „Znałem wszystkie dzieci w parafii po imieniu… Powinniśmy szukać ludzi, a nie czekać, aż do nas przyjdą. Ludzie nie przychodzą masowo do Boga. Musimy każdego wiernego zdobywać oddzielnie”.
Przełożeni powierzali mu odpowiedzialne posługi i urzędy, a z czasem otrzymał pozwolenie i papieskie błogosławieństwo, by założyć oddzielny instytut zakonny Misjonarzy Świętej Rodziny z domem macierzystym w holenderskim Grave w 1895 r. Także w tym odległym kraju ks. Berthier był apostołem łez Pięknej Pani i tam odszedł do Pana 16 października 1908 r. Gdy generał saletynów zobaczył jego fotografię na łożu śmierci, oświadczył: „Nie należy się lękać o przyszłość jego zgromadzenia”.
Reklama
Trwa proces beatyfikacyjny sługi Bożego ks. Jana Berthier, a pielgrzymi nawiedzający La Salette już od dłuższego czasu mogą modlić się na jego grobie, na małym cmentarzu nieopodal miejsca objawienia Matki Bożej i obok grobowca Misjonarzy Saletynów, gdzie zostały przewiezione i złożone doczesne szczątki charyzmatycznego kapłana. Saletyni i Misjonarze Świętej Rodziny nazywają się żartobliwie duchowymi kuzynami, ponieważ łączy ich duch saletyński i obydwie rodziny zakonne są spod znaku krzyża z La Salette z obcęgami i młotkiem.
Warto podkreślić, że jesienią 1984 r. duchowi synowie ks. Jana Berthier podjęli posługę duszpasterską na terenie Rzeszowa, a rok później erygowano parafię Świętej Rodziny na prężnie rozwijającym się osiedlu, liczącą obecnie 7000 wiernych. Parafianie zaczynali od prowizorycznych kaplic, a w ciągu dziesięciu lat wybudowali nową, okazałą świątynię, poświęconą 12 listopada 2000 roku.
Dziękujemy Matce Bożej za Orędzie z La Salette i wstawienniczą modlitwę, która nie przestaje rodzić świętych i umacniać wiernych. Oby każdy z nas wydał godny owoc nawrócenia i łaski.
