Panie, zaproś do mojego stołu zbłąkanego wędrowca, tak skieruj jego wzrok, by dostrzegł światełko, które zapalam, żeby wiedział, że na niego czekam. Albo moje kroki tak poukładaj, bym znalazła stół nienakryty i tych, co długo przy nim siedzą czekając na światło
Wpatrując się w płomień świecy, zastanawiamy się, co jest w nim takiego, że przyciąga wzrok. Nie grzeje, a mamy wrażenie, jakby dawał ciepło. Towarzyszy nam od narodzin do śmierci. W chwilach radosnych, refleksyjnych i smutnych. Budzi zachwyt, zamyślenie, pozwala się zatrzymać.
Płomień świecy
Światło świecy otrzymujemy podczas chrztu, niesiemy w dniu I Komunii św., wielu uroczystości w kościele, świąt, światło to odprowadza nas także w czasie naszej ostatniej ziemskiej drogi.
Zapalona świeca wyzwala dobry nastrój, ustawiamy ją więc na stole, kiedy chcemy kogoś w specjalny sposób ugościć, sprawić, by poczuł się wyróżniony. Czasem, gdy braknie światła, lub kiedy zapragniemy odciąć się od zwykłej rzeczywistości - pomagamy sobie jej płomieniem. Stawiana w oknie o tej samej porze pełni rolę symbolu, łączy myśli jakiejś grupy ludzi, jednoczy i powoduje, że przez chwilę grono oddalonych od siebie osób staje się wspólnotą.
Ok 3 mln świec Wigilijnego Dzieła Pomocy Dzieciom ma szansę zapłonąć w tym roku na wigilijnych stołach w całej Polsce, w ramach akcji, którą przed 17 laty zapoczątkowała Caritas, a po 6 latach dołączyły do niej Diakonia Kościoła ewangelicko-augsburskiego i prawosławne Eleos. Od 2 lat przedsięwzięcie wspiera także Diakonia Kościoła ewangelicko-reformowanego. Akcja działa na terenie wszystkich diecezji, jak co roku możemy więc kupować świece WDPD w swoich parafiach i tym samym wspierać programy organizujące pomoc dla najmłodszych. Ten symboliczny gest z naszej strony ma ogromne znaczenie dla powodzenia całej akcji. Zapalona świeca Caritas na naszym wigilijnym stole to nasza obecność podczas wigilijnej wieczerzy w jakimś oddalonym miejscu, tak ważna dla kogoś i niepowtarzalna. I chociaż ten gest nie zmieni niczyjego życia, nie sprawi, że jednego dnia któremuś ubogiemu dziecku poprawi się sytuacja, możemy być pewni, że kupując świece, wspólnie z innymi daliśmy komuś odrobinę nadziei.
Taki jest cel: pomagać
Oczywiście nie jest możliwe zaspokoić wszystkie potrzeby, których jest wiele i wciąż przybywa. W myśl hasła „Zapalmy dzieciom światło nadziei” potrzeby materialne, zabezpieczane choćby w niewielkim stopniu, w każdej formie, mają wielką wartość. Po pierwsze - pieniądze zebrane w ramach akcji przeznaczane są m.in. na dożywianie najuboższych dzieci w szkołach, zakup leków i finansowanie rehabilitacji dzieci chorych i niepełnosprawnych, a także na wakacyjny wypoczynek dzieci (skorzystało z niego 100 tys. dzieci), to również pomoc dla dzieci z terenów popowodziowych (Eleos otworzyło 2 świetlice dla dzieci, z których korzystali m.in. najmłodsi z obszarów dotkniętych powodziami), 10 groszy z każdej sprzedanej świecy zostanie przekazane na pomoc dzieciom Afryki - Kongo i Zambii. Po drugie - każda pomoc materialna ma dla potrzebujących podwójną wartość. Udzielona pomoc to nie tylko przedmiot, posiłek czy pieniądze, lecz także informacja, że nie są sami i że w swojej niedoli mogą liczyć na czyjeś wsparcie. Ofiarodawcy są anonimowi i niczego w zamian nie oczekują, czynią to jako dar serca i z potrzeby serca.
Z potrzeby
Często mamy odruch, by pomagać. Tylko nie bardzo wiemy, jak się do tego zabrać, dokąd się udać, wyciągamy wnioski, które hamują nasze jakiekolwiek działania. W rezultacie nie robimy nic, mija czas obfitujący w nagłaśniane akcje pomocowe, mija także nasze zainteresowanie tematem. Zapominamy. Aż do kolejnej okazji, która wzbudza w nas poczucie winy lub konieczność szukania dla siebie usprawiedliwień. Tylko po co? Skoro tak naprawdę nikt nie wymaga od nas ogromnych poświęceń ani ofiar ponad nasze możliwości. Jeśli sami mamy trudną sytuację materialną, nie musimy składać przyrzeczeń, jakich nie dotrzymamy, nawet w głębi swoich serc. A co zrobić, by jednak poczuć się potrzebnym, by mimo wszystko coś z siebie dać w sytuacji, kiedy sami niewiele mamy? Oczywiście, możemy dać swój wysiłek, pracę, udzielając się jako wolontariusze, lecz także mamy możliwość dołożyć swoją cegiełkę do jednego ze wspólnych przedsięwzięć, mających duży zasięg, takich jak właśnie Wigilijne Dzieło Pomocy Dzieciom przy okazji świąt Bożego Narodzenia. Obserwując relacje ze spotkań w ośrodkach pomocy, domach dziecka i innych placówkach objętych działaniem akcji, odnajdziemy siebie wśród tych, którzy pomogli, choćby ta pomoc była niewielka.
Nadzieja na jutro
A może to sprawić zakupiona przez nas świeca. Kiedy zapłonie na wigilijnym stole, sprawi, że ten wieczór będzie wyjątkowy; uroczysty, ciepły i pełen miłości. Jak co roku narodzi się w nas maleńki Chrystus, kiedy zabłyśnie pierwsza gwiazdka i połamiemy się opłatkiem, życząc sobie nawzajem tego, co najpiękniejsze. Kiedy zapłonie świeca, jej światło już nie będzie tylko symboliczne. Będzie w nim czyjaś obecność i radość z tego, że znalazło się dla niego dość miejsca przy naszym wigilijnym stole.
Z osobą m. Marceliny Darowskiej zetknęłam się dwa lata temu,
kiedy to zaczynałam pracę w gimnazjum. Tradycją panującą w szkole,
gdzie uczę, było organizowanie dwa razy w roku spotkań rekolekcyjnych
dla nauczycieli w Domu Sióstr Niepokalanek w Szymanowie. Zgromadzenie
to założyła właśnie Matka Marcelina. Z wielkim zaciekawieniem obserwowałam
pracę sióstr i ich uczennic. Każdy wyjazd do Szymanowa był dla mnie
kolejnym cennym doświadczeniem. Po pewnym czasie bardziej zainteresowałam
się osobą Matki Marceliny i postanowiłam o niej napisać.
Zaczęłam wtedy czytać wszelkie publikacje na jej temat.
Wydawało mi się początkowo, że nic interesującego w tych książkach
nie znajdę. Bo cóż może być ciekawego w życiorysie siostry zakonnej?
I tu pełne zaskoczenie. Jednym tchem przeczytałam polecone mi książki.
Matka Marcelina okazała się być obdarzona niezwykle bogatą osobowością,
a jej życie mogłoby posłużyć za temat filmu, który - nie mam co do
tego żadnych wątpliwości - zainteresowałby niejednego współczesnego
widza.
Zanim Matka Marcelina została przełożoną Zgromadzenia
Sióstr Niepokalanek - była szczęśliwą matką i żoną. W jej życiu nie
zabrakło też dramatycznych momentów. W wieku dwudziestu pięciu lat
została wdową, a w niecały rok po śmierci męża straciła swego dwuletniego
synka. To nie koniec jej cierpień. Musiała jeszcze walczyć o życie
swojego drugiego dziecka - maleńkiej Karoliny, której lekarze nie
dawali szans na przeżycie. Młoda wdowa przezwyciężyła wszelkie kłopoty.
Dziecko wyzdrowiało, a jej gospodarstwo było przykładem dla okolicznych
posiadłości. Przez cały ten czas trudnych doświadczeń ani razu nie
zwątpiła w miłość Boga, ani razu nie zbuntowała się przeciwko Jego
woli. Jakże niezwykle mocna musiała być jej wiara! Mało tego, nie
mając żadnego doświadczenia zakonnego, a jedynie pragnienie służenia
Bogu, odważyła się zostać przełożoną - założycielką nowo tworzonego
Zgromadzenia, którego głównym zadaniem miało być wychowanie dzieci
i młodzieży.
Nie na życiorysie Matki Marceliny chciałabym jednak skupić
swą uwagę, mimo że jest on naprawdę bardzo ciekawy. Zainteresowanych
odsyłam do książek poświęconych bohaterce tego tekstu1. To, co najcenniejsze,
to nauki Matki
Marceliny, jej przemyślenia i refleksje, ujęte często w
formę jakże trafnych i aktualnych do dziś sentencji. Znaleźć je można
w wydanej w 1997 r. przez Siostry Niepokalanki książce zatytułowanej
Zawsze będę z Wami. Myśli i modlitwy błogosławionej Matki Marceliny
Darowskiej2.
Wartości szczególnie ważne dla Matki Marceliny to przede
wszystkim Bóg, miłość, rodzina, Ojczyzna, praca i to, czemu poświęciła
całe swoje życie, czyli wychowywanie kolejnych młodych pokoleń. Wiele
jest cennych wskazówek zawartych w słowach Matki Marceliny. Mnie,
jako nauczycielkę, która dopiero zaczyna swoją pracę z młodzieżą,
szczególnie zainteresowały te poświęcone wychowaniu. Pierwsze słowa,
jakie przeczytałam, kiedy "na chybił trafił" otworzyłam książkę z
myślami Matki Marceliny, brzmiały następująco: "Zadanie wielkie,
praca kolosalna - z jednej strony łatwa, z drugiej bardzo trudna.
Łatwa, bo serca dzieci to wosk, na którym wszystko łatwo się wyciska.
Trudna, bo wosk wystawić na gorąco ognia lub słońca, a ślad jego
cały się zgładzi. Dzieci przyjmują dobre i złe wrażenia, jedne zacierają
drugie". Jakże trafnie oddają one pracę wychowawcy. Czytając te zdania,
uświadomiłam sobie ogromną odpowiedzialność, jaką biorę za swoich
wychowanków. To, co im przekażę, będzie miało wpływ na całe ich życie.
I nie najważniejsza w tym momencie jest wiedza. Moim zadaniem, jako
wychowawcy, jest pokazanie tym młodym ludziom właściwych wzorców
zachowań. Jest to szczególnie ważne w dzisiejszych czasach, kiedy
wciąż słyszymy o przypadkach, gdy młodzi ludzie zabijają swoich rówieśników,
często nawet nie dostrzegając zła, które wyrządzili.
Matka Marcelina cały czas miała świadomość odpowiedzialności
za wychowanie młodych ludzi. Dlatego też tak wiele miejsca poświęciła
sprawom rodziny, a w kształceniu dziewcząt ogromną wagę przywiązywała
do przygotowania ich do roli matki i żony. Wierzyła bowiem, że to
właśnie kobieta jest duchem rodziny, a od tego, jakie wartości przekażemy
młodym ludziom, zależy odrodzenie całego społeczeństwa. Dziś również
wiele miejsca podczas publicznych debat poświęca się sprawom rodziny.
Mówi się o polityce prorodzinnej i o kryzysie rodziny. Może warto
zatem sięgnąć po myśli Matki Marceliny. Znajdziemy tu oczywiste -
wydawałoby się - prawdy, ale jak często przez nas zapominane. Polecam
tę część nauk Matki Marceliny szczególnie dziewczętom, które zamierzają
w niedługim czasie założyć własną rodzinę. Naprawdę znajdziecie tu
wiele wskazówek pomocnych przy budowaniu własnego domu.
Jak już wspominałam wcześniej - jestem młodą nauczycielką.
Nie mam zatem bogatego doświadczenia pedagogicznego, wielu rzeczy
muszę się jeszcze nauczyć. Wciąż borykam się z różnymi problemami
wychowawczymi. Tak jak wielu młodych nauczycieli, staram się pogłębiać
swoją wiedzę pedagogiczną, czytając chociażby różne publikacje poświęcone
tym zagadnieniom. Panuje obecnie moda na nowoczesne, proponowane
nam przez zachodnich autorów, sposoby wychowania. Ja jednak najważniejsze
wskazówki pedagogiczne znalazłam w następujących słowach Matki Marceliny: "
Rozwijać - nie wysilając, ubogacać - nie przeciążając, uczyć praktyczności
- nie odzierając z poezji, hartować - nie zatwardzając, oczyszczać
sumienie - nie dopuszczając skrupułów, uczyć miłości - bez czułostkowości,
pobożności - bez dewoterii, zniżać się do dzieci w zabawach - nie
zmalając siebie, aby następnie być w stanie wznieść dzieci do wysokości
zadania". Oto - zdaniem Matki Marceliny - zadania nauczyciela. Mam
nadzieję, że będę w stanie im sprostać.
1 Informacje na temat życia Matki Marceliny można znaleźć
m.in. w następujących publikacjach:
- Ewa Jabłońska-Deptuła, Zakorzeniać nadzieję. M. Marcelina
Darowska o rodzinie i dla rodziny, Lublin 1996
- Marcelina Darowska - Niepokalański charyzmat wychowania,
pod red. ks. Marka Chmielewskiego, Lublin 1996
- S. Grażyna (Jordan), Wychowanie to dzieło miłości, Szymanów
1997
2 Zawsze będę z Wami. Myśli i modlitwy błogosławionej Matki
Marceliny Darowskiej, zebrały i opracowały s. M. Grażyna od Współpośrednictwa
Matki Bożej, Anna Kosyra-Cieślak, Romana Szymczak, Szymanów 1977.
W Uroczystość Objawienia Pańskiego ulicą Piotrkowską przejdzie barwny korowód kolędników. Mieszkańcy miasta Łodzi śpiewając wspólnie kolędy pójdą za światłem gwiazdy betlejemskiej, by oddać pokłon narodzonemu Jezusowi.
Orszakowi przewodzić będą Trzej Królowie – Kacper, Melchior i Baltazar. Główną atrakcją będzie finałowe kolędowanie z zespołem – Mały Chór Wielkich Serc, którym dyrygować będzie – założyciel zespołu bp Piotr Kleszcz, biskup pomocniczy Archidiecezji Łódzkiej.
W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.