Reklama

Miód od kapłana

Ks. Marek Kręcioch otwiera jeden z uli i wyciąga ramkę, na której kłębi się pszczela rodzina. - Wiesz, jak rozpoznać zwykłe pszczoły od tych, które pracują dla kapłana. Po koloratce - śmieje się kobiernicki proboszcz, po czym wkłada ramkę w jej stałe miejsce

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Na tyłach świątyni św. Urbana w Kobiernicach można doliczyć się 21 uli. Nic więc dziwnego, że odgłos brzęczenia jest tu stale obecny. Tegoroczne lato, mokre i ciepłe sprawiło, że pszczoły ks. Kręciocha stały się wyjątkowo wydajne. Już teraz oddały ponad 450 litrów miodu. Dla porównania, w ubiegłym roku było tego zaledwie 45 litrów. - To jest pasja, która odpręża i regeneruje. Gdy pracuje się z pszczołami, całą uwagę trzeba skupić na tym, co się robi, a nie na czymś innym. To sprawia, że po powrocie od uli można świeżym umysłem ogarnąć te sprawy, które jeszcze kilkanaście minut wcześniej wydawały się trudne do rozwikłania - mówi ks. Kręcioch.
Swoją przygodę z pszczołami proboszcz z Kobiernic rozpoczął zaraz po objęciu parafii św. Urbana. Pierwsze ule, jakie stały się zalążkiem obecnie istniejącej pasieki, sprezentowali mu miejscowi pszczelarze.
- Przychodził, zaglądał i widać było, że był zainteresowany. Na dodatek nie lękał się pszczół. Pokazał to, gdy wybrał z dennicy (z dna ula) plaster czerwiu trutowego. Na dobry początek dostał więc ode mnie ul z zapewnieniem, że może liczyć na moją pomoc - tak nestor kobiernickich pszczelarzy, Józef Zątek, wspomina chwile, które zaważyły na późniejszej pasji ks. Kręciocha.

Dobry gatunek

Reklama

Miód, który płynie z proboszczowskiej pasieki jest podwójnego rodzaju: wczesny i spadziowy. W nazbyt dokładne jego dookreślenie ks. Kręcioch się nie bawi. - Lipy kwitną jakieś dwa tygodnie, co nie znaczy, że przez cały ten czas tylko na ich kwiaty pszczoły polecą. One nie są tak zaprogramowane, i kupując miód „akacjowy”, „lipowy” czy inny trzeba mieć to na uwadze - tłumaczy kapłan.
Wiele osób jest jednak tak mocno przywiązanych do etykiet, że prosty podział im nie wystarcza. Stąd też na rynku tak wielka różnorodność miodów i to niekoniecznie wyłącznie tych tradycyjnych. - Słyszałem o sprzedawaniu miodu tulipanowego oraz o nacieraniu tulipanem zakrętki od słoika, dzięki czemu aromat tego kwiatu dłużej był wyczuwalny. Zamawiający takie cuda klient musi mieć świadomość, że kilkadziesiąt tulipanów rosnących w sąsiedztwie uli nie wystarcza, żeby pszczelarz pozyskał z nich stuprocentowy miód tulipanowy - dodaje Zątek.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Ekstremalny spokój

Widok pracującego przy pasiece bez jakichkolwiek zabezpieczeń ks. Kręciocha dla niektórych jest dowodem na to, że „pszczelarza pszczoły wcale nie żądlą, bo go znają”. Nic z tego. Pszczoła po czterech tygodniach ginie, więc jej przywiązanie do pszczelarza można włożyć między bajki, podobnie jak to, że swego opiekuna nigdy nie użądli. Nie ma w tym jednak nic złego. Paradoks polega na tym, że pszczele ukłucie może mieć zbawienny wpływ na organizm.
- Gdy zacząłem zajmować się pszczelarstwem miałem ze 25 lat i mimo młodego wieku silny reumatyzm. Bardzo mocno odczuwałem każdą zbliżającą się zmianę pogody. To, że te dolegliwości znikły zawdzięczam pszczelej akupunkturze - rozwodzi się na temat zdrowotnego wpływu obcowania z pszczołami Zątek. Zaznacza jednocześnie, że przeciwwskazania co do takiej terapii dotyczą zaledwie jednego procenta ludzkiej populacji, u której zdiagnozowano uczulenie na pszczeli jad. Dla tych, co nie lubią kontaktu z igłą, nawet tak małych rozmiarów, do dyspozycji pozostaje jeszcze kit pszczeli, który jest naturalnym antybiotykiem oraz wdychanie miazmatów dochodzących z ula (szczególnie zaleca się to osobom uskarżającym się na dolegliwości dróg oddechowych).

Uwaga na ubiór

Reklama

O tym, że pszczoła żądli, wie każdy, ale czemu, to już mało kto. Czasem, nie zdając sobie sprawy ludzie sami prowokują je do agresywnego zachowania. Wystarczy, że w ich pobliżu pojawią się bez nakrycia głowy (szczególnie dotyczy to brunetów bądź brunetek o bujnych fryzurach) lub w ubraniu o czarnym bądź ciemnobrązowym kolorze. Dla pszczół to zaproszenie do ataku. Takie barwy plus gęste owłosienie jednoznacznie kojarzą się im z niedźwiedziem, ich największym naturalnym wrogiem, którego za wszelką cenę starać się będą trzymać z dala od swego siedliska.
Znajomość pszczelich zachowań pomaga nie tylko uchronić skórę od nakłuć, ale, co szczególnie istotne dla pszczelarza, podebrać pszczołom miód. Stąd wzięło się m.in. odymianie uli. Dla pszczół unoszący się w powietrzu dym to sygnał do ucieczki. Znaczy on, ni mniej ni więcej, pali się i trzeba ratować życie, a nie zajmować się ochroną miodu. I oto właśnie chodzi pszczelarzowi.

Jak nie dać się naciąć

Słodką tajemnicą pszczelarza jest to, jaki miód sprzedaje on klientowi. O tym, czy pszczoły były dokarmiane cukrem, czy też nie, można dowiedzieć się wyłącznie od niego, albo dzięki badaniom laboratoryjnym. Skąd więc wiadomo z jakim miodem ma się do czynienia? Odpowiedź tkwi w sposobie, w jaki miód się krystalizuje. - Wiosenny miód krystalizuje się do miesiąca czasu, a spadziowy już powinien to robić. Na Boże Narodzenie każdy miód ciemny powinien mieć stałą konsystencję - mówi Zątek. Warto, o czym przypomina nestor kobiernickich pszczelarzy, przypatrzeć się również sposobowi jego krystalizacji. - Jeżeli w miodzie jest dużo odcieni, znaczy to, że jest on kombinowany - przestrzega Zątek.
Uwagi te, o czym wspomina także ks. Kręcioch, dotyczą jedynie tych miodów, które nie zostały poddane specjalistycznemu procesowi przetwarzania. Jeżeli więc miód nie ulega krystalizacji, niekoniecznie musi to oznaczać, że coś jest z nim nie tak.

Duszpasterskie korzyści

- Gdyby każdy z nas pracował tak zorganizowanie, solidnie i wydajnie, jak czyni to pszczela rodzina, to nasz kraj opływałby we wszelkie możliwe dobra. W ulu wszystko jest odpowiednio poukładane i dlatego nie ma w nim miejsca na chaos. Jest królowa-matka i ona wszystkim steruje. Zanim jednak nią zostaje, zaznaje smaku pracy, podobnej do tej, jaką wykonują inne robotnice - mówił do pszczelarzy z okazji ich święta ks. Kręcioch.
Pasja, jeżeli tylko jest dobrze wykorzystana, może więc spokojnie znaleźć zastosowanie także w duszpasterstwie. Raz jej owoce objawią się poprzez słowo skierowane do wiernych, a innym razem poprzez wspólnotę w działaniu. Zresztą takich pszczelarskich inicjatyw wciąż w Kobiernicach nie brakuje. Dzięki nim w kościele św. Urbana znajduje się piękny paschał odlany z naturalnego wosku, dzięki staraniom miejscowych pszczelarzy, oraz odbywa się „Miodobranie” - okolicznościowa impreza popularyzująca produkty pochodzące z przydomowej pasieki. Ludzka pasja i owoc pszczelego roju, jak widać, mogą więc mieć szerokie zastosowanie.

2011-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Ktoś zapyta z bólem: "Przecież Bóg jest dobry, a mnie spotykają same nieszczęścia…". Co odpowiedzieć?

2026-02-13 21:58

[ TEMATY ]

duchowość

pixabay.com

Największym wrogiem woli Bożej jest nasze ego – niczym król samozwańczy, który próbuje zasiąść na tronie należącym jedynie do Boga. To ego jest niczym rozkapryszone dziecko, które tupie nogą w świątyni serca, domagając się, by wszystko było po jego myśli.

Nieustannie chce udowadniać, pouczać, stawiać na swoim, wykrzykując jak bęben wojenny jedno słowo: „JA!”. Bunt, jeśli się w Tobie pojawia, jest jak fala sztormowa, która uderza o brzegi Twojej duszy, burzy pokój serca, mąci wiarę, zaciemnia widzenie. Rodzi się z niezrozumienia, dlaczego Twoje życie toczy się tak, a nie inaczej. I chociaż zdaje Ci się, że dryfujesz po ciemnym morzu zdarzeń bez latarni i bez kompasu, to właśnie wtedy ufność w Bożą mądrość jak kotwica rzucona w głębię pozwala zatrzymać się i odnaleźć punkt oparcia. Bo Boża mądrość to nie wąska uliczka naszego logicznego rozumu, ale piękna polna droga pośród wiosennych kwiatów i błękitu nieba, na której poruszają się aniołowie i święci. Nie zawsze wiesz, dokąd prowadzi, ale gdy nią idziesz, w Twojej duszy zaczyna kiełkować pokój jak źródło bijące na pustyni walki wewnętrznej.
CZYTAJ DALEJ

List bp. Ważnego do diecezjan: Wiem, że styl, w którym prowadzę naszą diecezję nie przez wszystkich jest rozumiany

2026-02-14 18:49

[ TEMATY ]

diecezja sosnowiecka

bp Artur Ważny

Diecezja sosnowiecka

Słowa dzisiejszej Liturgii uderzają w samo serce naszej obecnej sytuacji. Mędrzec Syrach przypomina nam: „Położył przed tobą ogień i wodę, po co zechcesz, wyciągniesz rękę. Przed ludźmi życie i śmierć, co ci się spodoba, to będzie ci dane”(Syr 15, 16-17). W tym tygodniu, po publikacji pierwszego raportu Komisji WiN, stanęliśmy jako wspólnota właśnie przed takim wyborem.
CZYTAJ DALEJ

Fulton Sheen: Teleewangelista czy prorok zza oceanu?

2026-02-14 20:15

[ TEMATY ]

Abp Fulton J. Sheen

pl.wikipedia.org

Abp Fulton Sheen

Abp Fulton Sheen

„Spierał się z Darwinem, Freudem, Marksem i Szatanem. Nacierał uszu demokratom za lekceważenie demokracji, ganił kapitalistów za chciwość, a cały Zachód za to, że dawał komunizmowi szansę na rozwój przez lekceważenie własnej wiary chrześcijańskiej” – tak Fultona Johna Sheena scharakteryzowano w magazynie Time.

Na początku lat 50. XX wieku amerykańska telewizja wchodziła w swój złoty wiek, który trwał kolejne dwie dekady. Nigdy wcześniej ani nigdy później telewizja nie wpływała tak znacząco na kulturę i sposób życia zwykłego Amerykanina. Srebrny ekran kształtował to, jak społeczeństwo postrzegało rodzinę, miłość, politykę i inne aspekty życia – nawet normy społeczne. Telewizja stała się w pewnym sensie medium „totalnym”, formując amerykańskie umysły bardziej, niż współcześnie czyni to internet. Powstające wówczas seriale i programy były starannie produkowane, miały dobrze napisane scenariusze, wybitnych aktorów i reżyserów, dominowała jednak wśród nich tematyka rozrywkowa – z jednym wyjątkiem. Nowojorski biskup, który wytykał Amerykanom grzech, mówił im o obowiązkach wobec Boga i rodziny, ganił komunistów i z chrześcijańską miłością modlił się na antenie za Hitlera i Stalina, gromadził każdego tygodnia przed odbiornikami miliony widzów. Był to paradoks tamtych czasów, że z najpopularniejszymi programami rozrywkowymi mógł konkurować pod względem oglądalności tylko katolicki biskup. Fulton John Sheen stał się swego rodzaju telewizyjnym celebrytą, a w 1952 r. otrzymał nawet Nagrodę Emmy – telewizyjnego Oscara – dla „Najbardziej Wybitnej Osobowości” srebrnego ekranu. Jego audycje i książki były rozchwytywane nie tylko przez katolików. Również dziś, ponad cztery dekady od jego śmierci, książki bp. Sheena błyskawicznie znikają z księgarskich regałów. Jak osoba ta zdobyła rozgłos? Dlaczego bp Sheen nadal jest tak popularny, również w Polsce?
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję