Są słowa, które ranią duszę. Inne znów koją wszelki ból. Są tym, czym słońce jest dla życia, Lecz żadne z nich nie pachną chlebem, Domem, miłością do ostatka. Jest jedno zwykłe słowo: MATKA. Dzień Matki. 26 maja. Któż o tym dniu nie pamięta? To
dzień wdzięczności tym, które tyle siły i trudu wniosły w nasze wychowanie.
To One - Matki, poczęły nas w bólach rodzenia, a kiedy już zobaczyliśmy
ten świat, modliły się za nas, abyśmy nigdy nie chorowali, abyśmy
wyrośli na dobrych ludzi. To Matka pokazywała nam pierwsze kwiaty,
razem z nami słuchała śpiewu ptaków, szumu płynących strumyków. A
kiedy padał deszcz i było zimno na dworze, to siadała z nami w ciepłym
pokoiku, otwierała znaną książkę z bajkami i czytała. Każde słowo
wypowiadała dokładnie, powoli. Uczyła nas czytać. Kiedy już podrośliśmy,
brała w swoje dłonie naszą małą rączkę i podnosiła ją najpierw do
czoła, później do ramion i na serce. Potem uczyła Ojcze nasz i Zdrowaś
Maryjo. A kiedy i tego się nauczyliśmy, to uczyła nas całego pacierza.
Patrzyła na nas, jak rośliśmy. Cieszyła się, kiedy ludzie mówili,
jaki dobry i mądry dzieciak. Smuciła się, płakała, kiedy nie chcieliśmy
jej słuchać, kiedy mówiliśmy, że Różaniec, to za długa modlitwa,
że w kościele za trudne kazanie, że szkoda, że trzeba się uczyć katechizmu.
Dzisiaj wielu z nas ma ziemskie Mamy. Modli się za nie,
odwiedza je, składa życzenia, całuje w spracowane ręce i policzki,
na których historia polski wyryła niezatarte wspomnienia. Nasze Matki:
zawsze kochane, zawsze szanowane, zawsze niosące pomoc.
Wszystkim Mamom życzymy wiele radości ze swoich dzieci.
Niech Pan Bóg błogosławi im każdego dnia, a majowa Matka Boga niech
wspiera je w modlitwach.
Leon XIV zapytany w samolocie w drodze do Hiszpanii w sobotę ,czy kibicuje piłkarskiemu klubowi Barcelona, czy Realowi Madryt odparł: - To łatwe. Papież jest za wszystkimi klubami, Prevost za Realem Madryt.
W ten sposób odróżnił swoją rolę od tego, któremu klubowi kibicuje prywatnie.
Ależ skąd! Oczywiście, że lubię! Kocham przecież wszystkich ludzi. Rozumiem jednak, dlaczego padło takie pytanie. „Usprawiedliwię się” za chwilę. Wpierw powiem parę zdań o sobie.
Moje staroniemieckie imię oznacza osobę, która dokonuje wielkich i widocznych czynów gdzieś na północy (nord, czyli „północ” i beraht, czyli „błyszczący”, „jaśniejący”). W pewnym sensie byłem taką osobą. Żyłem na przełomie XI i XII wieku. Urodziłem się w Niemczech w bogatej i wpływowej rodzinie. Dzięki temu od dziecięcych lat obracałem się wśród elit (przebywałem m.in. na dworze cesarza Henryka V). Można powiedzieć, że zrobiłem kościelną karierę - byłem przecież arcybiskupem Moguncji.
Wcześniej, mając 35 lat, cudem uniknąłem śmierci od rażenia piorunem. Wydarzenie to zmieniło moje życie. Przemierzałem Europę, ewangelizując i wzywając do poprawy postępowania. Będąc człowiekiem wykształconym i jednocześnie mającym dar popularyzacji posiadanej wiedzy, potrafiłem szybko zgromadzić wokół siebie grono naśladowców. Umiałem zjednywać sobie ludzi dzięki wrodzonej inteligencji, kulturze osobistej oraz ujmującej osobowości. Wraz z moimi uczniami stworzyliśmy nowy zakon (norbertanie). Poświęciliśmy się bez reszty pracy apostolskiej nad poprawą obyczajów wśród kleru i świeckich.
Powrócę do pytania. Zapewne wielu tak właśnie myśli o mnie. Dzieje się tak, ponieważ jako arcybiskup sąsiadującej z wami metropolii rościłem sobie prawo do sprawowania władzy nad diecezjami w Polsce, które podlegały metropolii w Gnieźnie. Przyznaję, że nie było to zbyt mądre. Jako usprawiedliwienie mogę tylko dodać, że kierowała mną troska o dobro Kościoła powszechnego. Wtedy na Waszych ziemiach chrześcijaństwo jeszcze dobrze nie okrzepło. Bóg jednak wezwał mnie rychło do siebie, a Stolica Apostolska przywróciła bardzo szybko arcybiskupom gnieźnieńskim przysługujące im prawa. Wszystko więc dobrze się skończyło.
W sztuce przedstawia się mnie zwykle w stroju biskupim z krzyżem w dłoni. Moimi atrybutami są najczęściej anioł z mitrą i monstrancja.
Mógłbym jeszcze sporo o sobie powiedzieć, gdyż moje życie obfitowało w wiele wydarzeń. Patrząc jednak na nie z perspektywy tylu stuleci, chcę na koniec gorąco zachęcić wszystkich do realizowania Bożych zamysłów w swoim życiu. Proszę mi uwierzyć, że nawet najgorsze rzeczy Bóg jest w stanie przemienić w dobro. One też mają sens, choć my jeszcze tego nie widzimy z niskiego poziomu naszej ludzkiej egzystencji.
Uroczystości pogrzebowe śp. infułata śp. Jan Sobczak
W osobach kard. Konrada Krajewskiego, duchownych, sióstr zakonnych i wiernych parafii Najświętszego Serca Jezusowego w Łodzi Archidiecezja Łódzka pożegnała ks. inf. Jana Sobczaka - najstarszego duchownego Kościoła Łódzkiego.
Uroczystości pogrzebowe - którym przewodniczył metropolita łódzki - odbyły się dziś przed południem w najstarszym kościele łódzkiej Retkini, którego budowniczym i wieloletnim proboszczem był zmarły kapłan.
W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.