Reklama

Wieczna wojna?

Niedziela Ogólnopolska 4/2009, str. 18-19

Dominik Różański

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Wiesława Lewandowska: - Najnowsza wojna izraelsko-palestyńska wywołuje bardzo mieszane uczucia: opinie przywódców państw są nawet skrajnie przeciwstawne - od poparcia do krytyki postawy Izraela - choć nie zanadto emocjonalne i raczej podszyte bezradnym przekonaniem, że mamy do czynienia z wieczną wojną. Czy to jest rzeczywiście wieczna wojna, Panie Profesorze?

Prof. Janusz Danecki: - Nie uważam, aby to była wieczna wojna, choć z pewnością jest długa, bo zaczęła się w 1948 r., gdy na terenie Palestyny powstało państwo Izrael. Żydzi już na początku XX wieku wybrali sobie tę ziemię - co było niejako oczywiste - na swoją ojczyznę i tam właśnie postanowili zbudować państwo. Arabowie natomiast w sposób naturalny nie zgodzili się na to i zaprotestowali. Nie chcieli mieć tuż obok - na ziemiach, które uważali za swoje - obcego, europejskiego państwa. Powstanie państwa Izrael odebrali jako przedłużenie zachodniego kolonializmu.

- Która strona w tym kilkudziesięcioletnim sporze o ziemię ma więcej racji, która jest bardziej agresywna?

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Reklama

- To naprawdę bardzo trudno rozsądzić. Po stronie arabskiej od początku mieliśmy do czynienia z absolutną negacją przybyszów, a po stronie żydowskiej, potem izraelskiej, wkrótce też pojawiła się podobna negacja wobec Palestyńczyków. Nic dziwnego zatem, że od czasu do czasu dochodzi do ostrych spięć, takich jak to, którego świadkami jesteśmy obecnie. Pierwsze nastąpiło już w 1948 r., drugie - w 1967 r., kolejne - w 1973 r. i dopiero od tegoż roku wszystko zaczęło iść ku dobremu, zaczął się proces, który doprowadził do powstania Autonomii Palestyńskiej. To było wielkie i chyba jak dotąd jedyne osiągnięcie pokojowe obu stron.

- Jednak okazało się ono kruche. Dlaczego?

- Może dlatego, że ten pokojowy proces odbył się zbyt szybko. Może obie strony nie były do niego dość przygotowane. Obie strony nigdy nie przestały się siebie obawiać. Izrael oddzielił się nawet murem od Palestyńczyków. I to w sensie dosłownym, bo zbudował mury oddzielające żydowskie osiedla od palestyńskich, co nam, Europejczykom, wydaje się nie do przyjęcia, a Arabom kojarzy się z typowo europejskim postępowaniem… Dlatego właśnie my, Europejczycy, ponosimy dużą część odpowiedzialności za to, co się tam dzieje. Bo przecież to my - Zachód - pozwoliliśmy Żydom zbudować tam swoją Ojczyznę, pewnie dlatego, że wcześniej popełniliśmy wobec nich wielki grzech, dopuszczając do Holocaustu, a wcześniej do pogromów, do nieludzkiego traktowania Żydów.

- Państwo Izrael powstało jako zadośćuczynienie Zachodu wobec narodu żydowskiego?

- Można tak powiedzieć, tyle że odbyło się to niejako cudzym kosztem. Tak więc dziś musimy się liczyć z realiami, które - jako Zachód - sami stworzyliśmy.

Reklama

- I robić wszystko, co możliwe, aby doprowadzić do pojednania tych dwu narodów, co - jak na Zachodzie chętnie się uważa - nie jest możliwe przede wszystkim z powodu palestyńskiego radykalizmu i nieprzejednania. Obecnie Izrael mówi, że nie walczy z Palestyńczykami, lecz tylko z terrorystycznym Hamasem…

- Nieprzejednani są po obu stronach tego konfliktu, po obu stronach doszło do politycznej polaryzacji: mamy zarówno ludzi umiarkowanych, jak i nieprzejednanych, którzy choć pragną pokoju, to nie za każdą cenę. Nie zapominajmy, że po stronie palestyńskiej ten nurt nieprzejednany, czyli Hamas, wygrał demokratyczne wybory, czyli że wyraża on dziś wolę większości Palestyńczyków. Zatem, karząc Hamas, wymierzamy karę niemal wszystkim Palestyńczykom za to, że mają takie właśnie poglądy, może zbyt radykalne, ale przecież nie można karać narodu za to, że ma taką, a nie inną koncepcję swego istnienia. To nie jest tak, że naród palestyński dał się zwieść Hamasowi tak jak Niemcy Hitlerowi!

- Dlaczego Hamas wygrał wybory?

- Na pewno nie dlatego, że był wyłącznie skrajnie, nieludzko antyizraelski. Hamas jest organizacją, która potrafiła wprowadzić sprawiedliwe, świetnie funkcjonujące rządy na trenie Gazy, czym korzystnie odróżnił się od poprzednio rządzącego Fatahu, który był skorumpowany i niewydolny. Potrafił zorganizować społeczeństwo i zyskać jego przychylność, za co Palestyńczycy zostali ukarani embargiem przez Unię Europejską, Stany Zjednoczone i Kanadę. Wszyscy orzekli, że Hamas to niebezpieczna organizacja terrorystyczna.

- A tak nie jest?

Reklama

- Z punktu widzenia Izraela - szeroko w świecie rozpowszechnionego - Hamas to organizacja terrorystyczna. Prawdą jest, że Hamas - podobnie jak Hezbollah w Libanie - ma swoje oddziały, nielegalną armię liczącą kilkanaście tysięcy bojowników i zapewne z powodu tej nielegalności można ich nazywać terrorystami. Trzeba tylko postawić pytanie, jak Palestyńczycy mają walczyć przeciwko wysiedleniom, przeciwko traktowaniu ich w sposób nieludzki, przeciwko samolotom, rakietom? Co mają zrobić? Nie miejmy pretensji, że bronią się w sposób często - z naszego punktu widzenia - niegodny, niezgodny z pewnymi standardami. Oni po prostu nie mają innego wyjścia.

- Czy jednak, zdaniem Pana Profesora, zasługują na całkowitą wyrozumiałość? Obecny atak Izraela jest ponoć odpowiedzią na rakiety Hamasu spadające na izraelskie miasta...

- Nie, nie usprawiedliwiam strony palestyńskiej, szukam tylko wyjaśnienia, dlaczego tak się dzieje. Obie strony za każdym razem nawzajem oskarżają się, że to ta druga rozpoczęła konflikt. A że stoją naprzeciwko siebie w ciągłej gotowości, to naprawdę nie ma znaczenia, kto tym razem pierwszy wyciągnął sztylet.

- Świat skupia swą uwagę przede wszystkim na palestyńskim terrorze. Niesłusznie, zdaniem Pana Profesora?

- Pytam, gdzie ten terror?! Z terrorem mamy do czynienia tylko w tym sensie, że i Hamas, i libański Hezbollah walczą z obcą armią metodami niekonwencjonalnymi, partyzanckimi i używają prymitywnej broni. Nie mają samolotów F-16, mają prymitywne rakiety, często własnej roboty. Możemy mieć do nich pretensje, że je wystrzeliwują i zabijają niewinne osoby… Wiemy przecież, że nie mają takiej siły, żeby wtargnąć na teren Izraela i zająć jakieś miasto. Układ sił jest nierówny. Krytykując Hamas i Hezbollach, nie zapominajmy, że te organizacje - nazywane, moim zdaniem niesłusznie, terrorystycznymi - reprezentują liczące się siły polityczne w swoich krajach.

Reklama

- Autonomia Palestyńska składa się z dwu oddzielnych terytoriów: Gazy i Zachodniego Brzegu. Jak ten ostatni konflikt rzutuje na narodową jedność i politykę?

- Nie jest to okoliczność dla narodu dobra. Sytuacja skomplikowała się dodatkowo na skutek sporu politycznego między Hamasem i rządzącym wcześniej Fatahem. W 2006 r. w Palestynie wygrał wybory Hamas, lecz jego rząd został pozbawiony władzy przez prezydenta z Fatahu Mahmuda Abbasa - wyznaczono nowy rząd z pogwałceniem konstytucji. Demokratyczne wybory zostały zatem w jakimś sensie zanegowane. Wtedy Hamas się zbuntował. Wyrzucił Fatah z Gazy, przez co obie części państwa palestyńskiego odizolowały się od siebie. I tak to trwa do dzisiaj. Teraz Strefa Gazy i Zachodni Brzeg zaczynają żyć odrębnym życiem, co jest bardzo niedobre dla całego narodu. To oznacza nową sytuację, z którą muszą poradzić sobie przede wszystkim sami Palestyńczycy.

- A sytuacja wojny temu nie sprzyja. Ta wojna nie jest potrzebna Palestyńczykom?

- Nie sprzyja, ale odbudowuje solidarność narodową. Trudno, żeby Palestyńczycy z Zachodniego Brzegu nie solidaryzowali się z Hamasem; ta wojna wywołuje także radykalizację Zachodniego Brzegu.

- Jan Paweł II przy okazji konfliktów na Bliskim Wschodzie zawsze obawiał się, aby nie przeistoczyły się one kiedyś w wojnę religijną. Jaka jest dziś rola religii w bliskowschodnich konfliktach?

Reklama

- Moim zdaniem, dość istotna. Hamas i Dżihad wywodzą się od Braci Muzułmanów, którzy mieli pomysł walki kolonialnej w imię własnej muzułmańskiej tożsamości religijnej. Dla nich muzułmańska strona była ważniejsza od narodowej, zwłaszcza dla Dżihadu. Wśród członków Hamasu religijny element jest także do pewnego stopnia istotny. Podkreślają oni, że są przede wszystkim muzułmanami - czego nigdy nie robił wcześniej rządzący w Palestynie Fatah - ale mówią też, że sprawa narodowa jest najważniejsza. Jest to - jak się zdaje - raczej wykorzystanie religii do umocnienia przekonań politycznych. Zamiast mówić o narodowej przeszłości w sensie korzeni etnicznych, mówi się o korzeniach religijnych, o ziemi świętej dla muzułmanów... A kto po stronie izraelskiej jest najbardziej antyarabski? Oczywiście, ortodoksi żydowscy, którzy uważają, że to jest ziemia święta dla Żydów, czyli wyznawców judaizmu.

- A zatem to polityczno-religijne siły decydują dziś o stanie stosunków palestyńsko-izraelskich?

- Z pewnością. W tej chwili rzeczywiście mamy po obu stronach sporą ekspresję tych właśnie bardziej fundamentalistycznych sił.

- Czy tak naprawdę Izraelowi i światu najbardziej nie zagraża dziś Iran, który stara się wspierać i Hezbollah, i Hamas?

- Nieuprawnione, moim zdaniem, są tu uogólnienia, że Iran zagraża wszystkim i wszystkiemu. Owszem, wspiera on Hezbollah, mówi się że dostarcza broń dla Hamasu, ale to wątpliwe, bo trzeba by to robić przez Egipt, a Egiptowi nie jest po drodze z Iranem. Ale niech tym się zajmują służby specjalne.

- Pesymiści mówią, że właśnie od niekończącego się konfliktu izraelsko-palestyńskiego może się kiedyś zacząć III wojna światowa. Jest Pan pesymistą?

- Ja ciągle jestem dobrej myśli i uważam, że ludzkość już na tyle dorosła, że nie będzie chciała wywołać konfliktu globalnego, który przyniesie totalną destrukcję. A konflikt izraelsko-palestyński nie będzie się żarzył wiecznie, choć na pewno jeszcze długo. Jednak wierzę, że kiedyś obie strony dojdą do porozumienia i wypracują jakiś sposób na życie obok siebie i na zgodę.

Prof. Janusz Danecki -
polski arabista i islamista, językoznawca i literaturoznawca, wykładowca Uniwersytetu Warszawskiego i Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej w Warszawie. Jest autorem wielu książek, m.in. „Arabowie” i „Podstawowe wiadomości o islamie”, oraz słowników, tłumaczem literatury arabskiej klasycznej i współczesnej, a także literatury specjalistycznej.

2009-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Papież w Metz: Przyszłość Europy to nie ujednolicenie, ale harmonia różnic

2026-09-28 17:09

[ TEMATY ]

przyszłość Europy

Leon XIV we Francji

Metz

Vatican Media

Papież Leon XIV w Metz

Papież Leon XIV w Metz

Pojednanie staje się możliwe tylko wtedy, gdy mamy odwagę przerwać łańcuch urazy. Przyszłość Europy nie polega na ujednoliceniu, lecz na harmonii różnic - wskazał Leon XIV w homilii w Metzu w ostatnim dniu podróży apostolskiej do Francji.

Podczas Mszy św. w katedrze św. Szczepana, w obecności 35 tys. wiernych oraz m.in. prezydenta Francji Emmanuela Macrona Papież zawierzył Bogu „drogę wspólnoty diecezjalnej, a także całej Europy”. Przypomniał, że Mozela przez wieki była miejscem spotkania narodów, ale także bolesną granicą Europy i ziemią naznaczoną konfliktami.
CZYTAJ DALEJ

Niech będzie imię Pańskie błogosławione!

[ TEMATY ]

Ks. Krzysztof Młotek

Glossa Marginalia

Adobe Stock

„Zdarzyło się pewnego dnia, gdy synowie Boży udali się, by stanąć przed Panem, że i szatan też poszedł z nimi". Lekcjonarz otwiera tydzień Hioba od sceny dworskiej. Niebo jest tu salą rozpraw, synowie Boży radą, a wśród nich ha-satan, z rodzajnikiem, więc nie imię, lecz funkcja. Oskarżyciel, przeciwnik procesowy, ten, kto przemierza ziemię i zbiera materiał. Kanonista rozpozna w nim urząd rzecznika oskarżenia, i to jest lektura zamierzona przez autora, bo szatan Hioba nie jest jeszcze diabłem późniejszej teologii. Jest stroną w sporze, która ma prawo zadać pytanie. „A zwróciłeś uwagę na sługę mego, Hioba?" To Bóg wskazuje na Hioba, nie oskarżyciel. Próba zaczyna się od pochwały. „Czyż za darmo Hiob czci Boga?" Ha-chinnam. Za darmo, bez interesu. To pytanie jest osią całej księgi i osią każdej religii. Oskarżyciel nie kwestionuje pobożności Hioba, kwestionuje jej motyw. Czcisz, bo Ci się opłaca, bo zostałeś ogrodzony błogosławieństwem jak winnica. Zabierz ogrodzenie, a zobaczysz, co zostanie. Bóg przyjmuje zakład i wyznacza granicę. Majątek tak, osoba nie. Potem następują cztery posłańce, każdy z tą samą formułą „ja sam uszedłem, by ci o tym donieść", i każdy przychodzi, „gdy ten jeszcze mówił". Sabejczycy, ogień z nieba, Chaldejczycy, wicher. W jedno popołudnie Hiob traci woły, owce, wielbłądy, sługi i dziesięcioro dzieci. Autor nie skraca listy, bo chce, żeby czytelnik usłyszał każdy cios osobno. „Hiob wstał, rozdarł swe szaty, ogolił głowę, upadł na ziemię, oddał pokłon i rzekł: Nagi wyszedłem z łona matki i nagi tam wrócę. Dał Pan i zabrał Pan. Niech będzie imię Pańskie błogosławione!" JHWH natan we-JHWH laqach. Kościół wkłada te słowa w usta wszystkim, którzy chowają swoich, i rzadko pamięta, że wypowiedział je człowiek, który tego samego dnia stracił wszystko. Odpowiedź Hioba jest odpowiedzią na pytanie oskarżyciela. Czci za darmo, bo czci także wtedy, gdy nic nie zostało. W tym tygodniu usłyszymy jego skargę o Bogu, z którym nie da się procesować (30 IX), jego wołanie o Wykupiciela, który wstanie jako ostatni (1 X), i epilog, w którym Bóg przyzna mu rację przeciw przyjaciołom (3 X). Dziś słyszymy tylko pierwszy dzień i pierwsze zdanie. Wacław, wspominany dziś książę czeski, zabity przez brata u drzwi kościoła, do którego szedł na jutrznię, jest w tej perykopie po stronie Hioba. Czcił za darmo, aż po próg. „W tym wszystkim Hiob nie zgrzeszył i nie przypisał Bogu nieprawości". Oskarżyciel przegrał pierwszą rundę. Proces jednak trwa. I jest to treść całej reszty tej pięknej natchnionej księgi.
CZYTAJ DALEJ

„Witaj w domu”. Jedlina powitała bp. Stefana Regmunta

2026-09-28 20:32

[ TEMATY ]

bp Marek Mendyk

bp Stefan Regmunt

Jedlina ‑ Zdrój

złoty jubileusz kapłaństwa

ks. Ryszard Uryga

ks. Andrzej Adamiak

Bp Stefan Regmunt podczas jubileuszowej Eucharystii z okazji 50-lecia kapłaństwa w kościele Trójcy Świętej w Jedlinie-Zdroju. W uroczystości uczestniczył także bp Marek Mendyk, który wygłosił homilię.

Bp Stefan Regmunt podczas jubileuszowej Eucharystii z okazji 50-lecia kapłaństwa w kościele Trójcy Świętej w Jedlinie-Zdroju. W uroczystości uczestniczył także bp Marek Mendyk, który wygłosił homilię.

Pięćdziesiąt lat po święceniach kapłańskich bp Stefan Regmunt wrócił z jubileuszowym dziękczynieniem tam, gdzie dojrzewało jego powołanie. W Jedlinie-Zdroju nie witano go jednak jak dostojnego gościa. – Złoty Jubilacie, witaj w domu. Wśród swoich – usłyszał w kościele Trójcy Świętej.

Jubileuszowa Eucharystia sprawowana w niedzielę 27 września zgromadziła rodzinę, przyjaciół, parafian oraz licznych kapłanów. Obok bp. Stefana Regmunta przy ołtarzu stanęli m.in. bp Marek Mendyk i bp senior Ignacy Dec. Homilię wygłosił biskup świdnicki.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję