Reklama

Był wolnym niewolnikiem

Czy niewolnik może być wolny? Czy człowiek urodzony w kraju wymazanym z mapy świata może znać smak wolności? Czy więzień może ocalić swoją wewnętrzną wolność? Nie są to pytania retoryczne. Nasuwa je życie sługi Bożego kard. Stefana Wyszyńskiego

Niedziela Ogólnopolska 22/2012, str. 12-14

Instytut Prymasowski Stefana Kardynała Wyszyńskiego

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Urodził się w niewoli, pod zaborem rosyjskim. Jego metryka spisana została w urzędowym języku zaborcy. Dopiero gdy wieczorny patrol Kozaków popędził na koniach przez Zuzelę w kierunku Nura, w polskich chatach zaczynał się czas wolności.

Domowe lekcje historii

Reklama

Po latach kard. Stefan Wyszyński wspomina domowe lekcje historii: „Mając lat dziesięć, po raz pierwszy dostałem do ręki w domu mojego ojca książkę ukazującą historię Polski, pod tytułem «Dwadzieścia cztery obrazki». Oczywiście, była to książka zabroniona, nie wolno jej było przechowywać w domu, ale mój ojciec był człowiekiem tak oddanym sprawom Narodu, że narażając się na prześladowanie, nie lękał się uczyć swoich dzieci historii Polski, choćby potajemnie”.
A nocą pan Stanisław Wyszyński zabierał syna do lasu, gdzie naprawiali krzyże powstańców z 1863 r. Tak wychowany, mógł po latach powiedzieć: „Nie myślcie, Najmilsze Dzieci Boże, że wolność spadła nam z nieba, bez wysiłku, bez udziału całego Narodu. Naród w niewoli nie przestał wierzyć w sprawiedliwość Bożą. Ufał nieustannie, cierpliwie, wytrwale: «Przed Twe ołtarze zanosim błaganie, Ojczyznę wolną racz nam wrócić, Panie!». Ten śpiew, krzyk rozpaczy, nadziei i wiary przebijał niebiosa, mobilizował całą Polskę, rozlegał się w kraju ojczystym i na wygnaniu, w więzieniach i w kopalniach (…).
Modlitwa pełna żywej wiary napełniała wszystkie serca. Dzięki niej Naród nigdy nie zrezygnował z prawa do wolności, nigdy nie powiedział: tracimy nadzieję, wyrzekamy się już wolności”.
Fundamentem wolności w życiu kard. Wyszyńskiego była wiara: „Urodziłem się - wspomina - na styku Podlasia z Mazowszem. Pamiętam do dziś dnia ludzi prostych, których obserwowałem jako chłopiec. Zdumiewająca była ich spokojna, ufna wiara. Tego nie można nazwać żadną miarą niewiedzą religijną, bo z tym się łączy patrzenie w głąb, niemal jakieś mistyczne obcowanie. Ci ludzie widzą to, w co wierzą (…). Obserwatorzy tego nie widzą, ale oni widzą”.
Kto miał możność patrzeć z bliska na życie kard. Wyszyńskiego, nie zaprzeczy, że on wierzył tak, jakby widział, i to naprawdę dawało mu świadomość wolności.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Obrazy z dzieciństwa

Reklama

Od dziecka miał poczucie godności i niezależności. Wiele razy wspominał wydarzenie z rosyjskiej szkoły w Andrzejewie. Pewnego dnia przyszła do szkoły siostra Stefana i poprosiła nauczyciela, aby go zwolnił, bo ojciec o to prosi. Zanim nauczyciel wyraził zgodę, Stefan był już przy drzwiach. Myślał, że umiera jego ciężko chora matka - pani Julianna Wyszyńska, i chciał biec do domu. Nauczyciel, oburzony, że nie zapytał o zgodę, kazał mu wrócić, mówiąc: „Nigdzie nie pójdziesz”. Stefan odpowiedział: „Właśnie że pójdę. Dziękuję panu za naukę i już nigdy do tej szkoły nie wrócę”.
Stanisław Wyszyński zrozumiał syna, uszanował jego decyzję. Stefan miał wtedy 9 lat. Przez 2 lata uczył się prywatnie w warunkach domowych, a kiedy miał 11 lat, przyjechał do Warszawy do Gimnazjum Wojciecha Górskiego. Był bardzo dumny z tej polskiej szkoły. Z podziwem i wdzięcznością wspominał postać dyrektora szkoły - pana Wojciecha Górskiego. Zapamiętał też „patriotyczne walki” z rosyjskimi chłopcami o pryzmę żwiru w Ogrodzie Saskim. Wrył się w pamięć Stefana potężny sobór (cerkiew) na placu Saskim - znak władzy zaborcy. Po latach stanął w tym miejscu ołtarz podczas wizyty Ojca Świętego Jana Pawła II. Soboru już nie było, ale kard. Wyszyński pamiętał obraz z dzieciństwa: „Pamiętam, że idąc do Saskiego Ogrodu, często przechodziłem koło ogromnego soboru, który był ustawiony tam na polecenie cara, na znak zwycięstwa prawosławia w Warszawie. Taki był właśnie cel wzniesienia soboru, a zwłaszcza wysokiej kołokolnicy (dzwonnicy), która stała przy wylocie ulicy Królewskiej. Jak potężne muszą być drogi Boże, skoro papież Kościoła rzymskokatolickiego sprawował (2 czerwca 1979 r.) Najświętszą Ofiarę w miejscu, gdzie stał ołtarz prawosławnego soboru”.
Kontynuację nauki w Gimnazjum Wojciecha Górskiego w Warszawie uniemożliwiły Stefanowi działania I wojny światowej. Front przesuwający się na wschód odciął połączenie z Warszawą. Kontynuował więc naukę w Łomży, a potem we Włocławku. Zapamiętał dramatyczny obraz pożogi wojennej. Rosjanie, cofając się na wschód, niszczyli wszystko, nie tylko miasta i wsie, palili nawet zboże na polach.
Te wszystkie doświadczenia kształtowały osobowość Stefana, mobilizowały do odpowiedzialności i szukania drogi prawdziwej wolności. Od najwcześniejszych lat życia Stefan wiedział, że ma być księdzem. Kiedy powiedział o tym zamiarze ojcu, ten nie wyraził entuzjazmu. Próbował skłonić syna do ponownego przemyślenia tej decyzji. Stefan jednak nie ustąpił. Przekonał ojca i uzyskał jego błogosławieństwo. Tak kształtowała się wewnętrzna wolność Stefana jako człowieka.

Zafascynowanie katolicką nauką społeczną

Jako kapłan diecezji włocławskiej troszczył się gorliwie o losy robotników, o ich prawa i wolność społeczną. W latach trzydziestych XX wieku współpracował z Chrześcijańskimi Związkami Zawodowymi i Uniwersytetem Robotniczym we Włocławku. Prowadził wykłady z katolickiej nauki społecznej. Odważnie mówił o błędach kapitalizmu, ale ostrzegał też przed złudzeniem, że komunizm przyniesie sprawiedliwość i wolność. Ks. prof. Wyszyński był przygotowany do tej działalności. Już na pierwszym roku seminarium przeczytał „Kapitał” Marksa. Na KUL-u oprócz studiów na Wydziale Prawa Kanonicznego uczęszczał na wykłady na sekcji społeczno-ekonomicznej, zafascynowany nauką prof. Antoniego Szymańskiego, twórcy nowej dyscypliny wiedzy, a mianowicie katolickiej nauki społecznej. Po studiach podczas rocznej podróży naukowej po krajach Europy Zachodniej śledził działalność społeczną Kościoła. We Włocławku nazywany był „czerwonym profesorem”. Nie zrażał się przeciwnościami, wierny swoim przekonaniom społecznym, pracował z wiarą, że możliwy jest na ziemi ład przeniknięty duchem Ewangelii. To doświadczenie bardzo mu się przydało później, gdy został prymasem Polski.

Niewola polityczna i wolność wewnętrzna

Reklama

II wojna światowa to dla ks. prof. Stefana Wyszyńskiego kolejny atak niewoli i kolejny etap kształtowania jego wewnętrznej wolności. Na początku wojny, z polecenia bp. Karola Radońskiego, udał się na wschód, do Lublina, z alumnami VI roku, w nadziei, że tam wojna tak szybko nie dotrze i będzie można ich doprowadzić do święceń kapłańskich.
Kiedy dotarli do Lublina, miasto było już zbombardowane. Pojechali dalej na wschód - aż do Łucka. Tam, u swojego kolegi - ks. Kukuryzińskiego spotkał się z ministrem Kwiatkowskim, który wyjeżdżał z delegacją rządową do Rumunii. Minister zachęcał ks. Wyszyńskiego, żeby jechał z nimi. „Powiedziałem wtedy - wspomina Ksiądz Prymas: - Nie, wracam do Włocławka, cokolwiek by było. «Ksiądz ma drogę odciętą». - Trudno i darmo, będę jechał, tam jest moje miejsce. - A minister powiada: «A jak my wyglądamy?» - Pan minister jedzie z urzędu: Wyjeżdża Rząd i pan minister jedzie z Rządem. A ja nie należę do Rządu, dlatego też ja jadę z powrotem do Włocławka”. To wydarzenie pokazuje, jak kard. Wyszyński był człowiekiem wolnym w różnych, najbardziej ekstremalnych sytuacjach.
Został w kraju. Imiennie poszukiwany przez gestapo, musiał na rozkaz biskupa, bł. Michała Kozala, opuścić Włocławek. Początkowo przebywał w domu rodzinnym we Wrociszewie, następnie w Żułowie i Kozłówce - majątku Zamoyskich na Lubelszczyźnie, gdzie zajmował się tajnym nauczaniem. Od 1942 r. pełnił obowiązki kapelana Zakładu dla Niewidomych w Laskach pod Warszawą. Podczas Powstania Warszawskiego został kapelanem okręgu wojskowego „Kampinos - Żoliborz”, a także kapelanem szpitala powstańczego. Używał pseudonimu Radwan II. W 1990 r. został pośmiertnie odznaczony Warszawskim Krzyżem Powstańczym.
Czas przemocy, nienawiści i wojny był dla ks. Wyszyńskiego kolejną próbą w zmaganiu się o dojrzałą wolność, która uczy „zło dobrem zwyciężać”. Oto mały fragment wspomnień kard. Wyszyńskiego z tamtego okresu:
„Już pod koniec Powstania, idąc przez las, zobaczyłem stertę spopielonych kart przywiedzionych przez wiatr. Na jednej z nich został niedopalony środek, a na nim słowa: «Będziesz miłował…». Nic droższego nie mogła nam przynieść ginąca Stolica. To najświętszy apel walczącej Warszawy do nas i do całego świata. Apel i testament… Będziesz miłował”.

Czas prześladowania Kościoła

Reklama

Tak przygotowany do służby dzieciom Bożym, ks. prof. Wyszyński zostaje mianowany w 1946 r. biskupem lubelskim, a 2 lata później - po śmierci sługi Bożego kard. Augusta Hlonda - arcybiskupem Gniezna i Warszawy, prymasem Polski.
Był to bardzo trudny czas prześladowania Kościoła, dążenia do całkowitego zniszczenia go i pozbawienia wpływu na myślenie ludzi. Prymas Wyszyński podjął próbę obrony Kościoła na drodze pewnych ustaleń prawnych, tzw. Porozumienia. Zostało ono zawarte 14 kwietnia 1950 r. Nie było wówczas konstytucji, nie było konkordatu, a zatem żadnej ochrony prawnej. Tę rolę miało spełnić Porozumienie. Było to rozwiązanie bez precedensu. W żadnym z krajów bloku nie było podobnego. Nie wszyscy tę drogę rozumieli. Prymas Wyszyński wziął tę decyzję na siebie. Ojciec Święty Pius XII pobłogosławił mu, okazując pełne zaufanie. Kiedy jednak władze notorycznie łamały postanowienia zawarte w Porozumieniu, a zwłaszcza gdy został wydany dekret o obsadzaniu stanowisk kościelnych przez władze cywilne, Prymas Wyszyński wraz z Episkopatem Polski wystosował 8 maja 1953 r. bardzo odważny list protestacyjny „Non possumus”. Choć niektóre środowiska doradzały mu kompromis, powiedział, że jako biskup ma jedno wyjście - więzienie. I rzeczywiście, został aresztowany 25 września 1953 r.
Uwięzienie nie odebrało mu wewnętrznej wolności. Świadczy o tym choćby więzienny plan dnia. Przewidziany czas modlitwy, pracy, odpoczynku. Protestował przeciwko bezprawiu. Nie podpisał decyzji o aresztowaniu tak, jak mu proponowano: „Przyjmuję do wiadomości”, tylko: „Czytałem”. Ze wszystkich sił starał się jednak uchronić nawet od uczucia niechęci wobec swych wrogów. W swoim testamencie napisał: „Uważam sobie za łaskę, że mogłem dać świadectwo Prawdzie jako więzień polityczny przez trzyletnie więzienie i że uchroniłem się przed nienawiścią do moich Rodaków sprawujących władzę w Państwie. Świadom wyrządzonych mi krzywd, przebaczam im z serca wszystkie oszczerstwa, którymi mnie zaszczycali”.
Nie tylko w więzieniu, ale wśród codziennych przeciwności Prymas Wyszyński był człowiekiem wolnym od nienawiści. Był też wolny od jakiegokolwiek udawania, zawsze pozostawał sobą. Nie zamazywał prawdy, chociaż nigdy nie piętnował ludzi.

Niewolnik Maryi

Bardzo doniosły wymiar wolności w życiu Księdza Prymasa to wolność od siebie. Nie miał prywatnego życia, własnych spraw. Cały był w służbie Kościołowi, Ojczyźnie. Prawdziwie był niewolnikiem Maryi, całkowicie oddanym sprawom Jej Syna. Oddał się Jej w niewolę w więzieniu, w Stoczku, 8 grudnia 1953 r. Intencją tego oddania nie była jednak prośba o pomoc i obronę dla siebie. W „Zapiskach więziennych” pod datą 12 maja 1956 r. czytamy: „O jedno proszę, byś wziąwszy wszystko moje chciała bronić Kościoła Chrystusowego (…). Jeśli jest Ci to potrzebne, zabij mnie, aby mógł żyć w Polsce Kościół Syna Twego”.
W trudnym czasie obrony wolności Kościoła Prymas Wyszyński nie tylko siebie, ale całą Ojczyznę oddał Matce Bożej w niewolę miłości, abyśmy odtąd zawsze byli wolni Bożą wolnością. Na czym polega istota oddania się w niewolę Maryi - najtrafniej określił Ojciec Święty Jan Paweł II w czasie pierwszej pielgrzymki do Ojczyzny. 4 czerwca 1979 r. na Jasnej Górze powiedział: „Znaczenie słowa «niewola», tak dotkliwe dla nas, Polaków, kryje w sobie podobny paradoks jak słowa Ewangelii o własnym życiu, które trzeba stracić, ażeby je zyskać. Wolność jest wielkim darem Bożym. Trzeba go dobrze używać. Miłość stanowi spełnienie wolności, a równocześnie do jej istoty należy «przynależeć» - czyli nie być wolnym albo raczej być wolnym w sposób dojrzały. Jednakże tego «nie-bycia wolnym» w miłości nigdy się nie odczuwa jako niewolę; nie odczuwa jako niewolę matka, że jest uwiązana przy chorym dziecku, lecz jako afirmację swojej wolności, jako jej spełnienie. Wtedy jest najbardziej wolna! Oddanie w niewolę wskazuje więc na «szczególną zależność», na świętą zależność i na «bezwzględną ufność». Bez tej zależności świętej, bez tej ufności heroicznej życie ludzkie jest nijakie”.

Dwaj wielcy Polacy

Bł. Jan Paweł II i kard. Stefan Wyszyński także dziś mają nam wiele do powiedzenia. Godna podziwu była relacja tych ludzi, ich wolność od najmniejszej nawet pokusy jakiejś konkurencyjności. Kard. Wyszyński, który początkowo był przekonany, że jeszcze nie przyszedł czas, aby papieżem był kardynał spoza Włoch, kiedy zorientował się, że konklawe skłania się ku kard. Karolowi Wojtyle, ze wszystkich sił współdziałał z nim, zachęcał, aby wybór przyjął. A potem wszystko ofiarował w jego intencji, powtarzając Janowe słowa: „Jemu róść, mnie się umniejszać”.
Po zamachu na życie Jana Pawła II, sam śmiertelnie chory, prosił wiernych, aby odtąd wszystkie modlitwy ofiarowali w intencji Ojca Świętego, aby on był podźwignięty. A do Rady Głównej Episkopatu Polski podczas ostatniego spotkania powiedział: „Ojciec Święty! Nie potrzebujemy mówić o naszych do niego uczuciach i o tej dziwnej po prostu synchronizacji naszego życia, zwłaszcza w ostatnich latach, aż do tego momentu. Ta synchronizacja mnie osobiście zobowiązuje mocno wobec Ojca Świętego - i ja to zobowiązanie przyjmuję świadomie, z pełnym zrozumieniem i uległością”.
Czy może być większa wolność od siebie niż życie oddać za brata?

2012-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Święty Jan Chryzostom

[ TEMATY ]

święty

Jan z Antiochii, nazywany Chryzostomem, czyli „Złotoustym”, z racji swej wymowy, jest nadal żywy, również ze względu na swoje dzieła. Anonimowy kopista napisał, że jego dzieła „przemierzają cały świat jak świetliste błyskawice”. Pozwalają również nam, podobnie jak wierzącym jego czasów, których okresowo opuszczał z powodu skazania na wygnanie, żyć treścią jego ksiąg mimo jego nieobecności. On sam sugerował to z wygnania w jednym z listów (por. Do Olimpiady, List 8, 45).

Urodził się około 349 r. w Antiochii w Syrii (dzisiaj Antakya na południu Turcji), tam też podejmował posługę kapłańską przez około 11 lat, aż do 397 r., gdy został mianowany biskupem Konstantynopola. W stolicy cesarstwa pełnił posługę biskupią do czasu dwóch wygnań, które nastąpiły krótko po sobie - między 403 a 407 r. Dzisiaj ograniczymy się do spojrzenia na lata antiocheńskie Chryzostoma. W młodym wieku stracił ojca i żył z matką Antuzą, która przekazała mu niezwykłą wrażliwość ludzką oraz głęboką wiarę chrześcijańską. Odbył niższe oraz wyższe studia, uwieńczone kursami filozofii oraz retoryki. Jako mistrza miał Libaniusza, poganina, najsłynniejszego retora tego czasu. W jego szkole Jan stał się wielkim mówcą późnej starożytności greckiej. Ochrzczony w 368 r. i przygotowany do życia kościelnego przez biskupa Melecjusza, przez niego też został ustanowiony lektorem w 371 r. Ten fakt oznaczał oficjalne przystąpienie Chryzostoma do kursu eklezjalnego. Uczęszczał w latach 367-372 do swego rodzaju seminarium w Antiochii, razem z grupą młodych. Niektórzy z nich zostali później biskupami, pod kierownictwem słynnego egzegety Diodora z Tarsu, który wprowadzał Jana w egzegezę historyczno-literacką, charakterystyczną dla tradycji antiocheńskiej. Później udał się wraz z eremitami na pobliską górę Sylpio. Przebywał tam przez kolejne dwa lata, przeżyte samotnie w grocie pod przewodnictwem pewnego „starszego”. W tym okresie poświęcił się całkowicie medytacji „praw Chrystusa”, Ewangelii, a zwłaszcza Listów św. Pawła. Gdy zachorował, nie mógł się leczyć sam i musiał powrócić do wspólnoty chrześcijańskiej w Antiochii (por. Palladiusz, „Życie”, 5). Pan - wyjaśnia jego biograf - interweniował przez chorobę we właściwym momencie, aby pozwolić Janowi iść za swoim prawdziwym powołaniem. W rzeczywistości, napisze on sam, postawiony wobec alternatywy wyboru między trudnościami rządzenia Kościołem a spokojem życia monastycznego, tysiąckroć wolałby służbę duszpasterską (por. „O kapłaństwie”, 6, 7), gdyż do tego właśnie Chryzostom czuł się powołany. I tutaj nastąpił decydujący przełom w historii jego powołania: został pasterzem dusz w pełnym wymiarze! Zażyłość ze Słowem Bożym, pielęgnowana podczas lat życia eremickiego, spowodowała dojrzewanie w nim silnej konieczności przepowiadania Ewangelii, dawania innym tego, co sam otrzymał podczas lat medytacji. Ideał misyjny ukierunkował go, płonącą duszę, na troskę pasterską. Między 378 a 379 r. powrócił do miasta. Został diakonem w 381 r., zaś kapłanem - w 386 r.; stał się słynnym mówcą w kościołach swego miasta. Wygłaszał homilie przeciwko arianom, następnie homilie na wspomnienie męczenników antiocheńskich oraz na najważniejsze święta liturgiczne. Mamy tutaj do czynienia z wielkim nauczaniem wiary w Chrystusa, również w świetle Jego świętych. Rok 387 był „rokiem heroicznym” dla Jana, czasem tzw. przewracania posągów. Lud obalił posągi cesarza, na znak protestu przeciwko podwyższeniu podatków. W owych dniach Wielkiego Postu, jak i wielkiej goryczy z powodu ogromnych kar ze strony cesarza, wygłosił on 22 gorące „Homilie o posągach”, ukierunkowane na pokutę i nawrócenie. Potem przyszedł okres spokojnej pracy pasterskiej (387-397). Chryzostom należy do Ojców najbardziej twórczych: dotarło do nas jego 17 traktatów, ponad 700 autentycznych homilii, komentarze do Ewangelii Mateusza i Listów Pawłowych (Listy do Rzymian, Koryntian, Efezjan i Hebrajczyków) oraz 241 listów. Nie uprawiał teologii spekulatywnej, ale przekazywał tradycyjną i pewną naukę Kościoła w czasach sporów teologicznych, spowodowanych przede wszystkim przez arianizm, czyli zaprzeczenie boskości Chrystusa. Jest też ważnym świadkiem rozwoju dogmatycznego, osiągniętego przez Kościół w IV-V wieku. Jego teologia jest wyłącznie duszpasterska, towarzyszy jej nieustanna troska o współbrzmienie między myśleniem wyrażonym słowami a przeżyciem egzystencjalnym. Jest to przewodnia myśl wspaniałych katechez, przez które przygotowywał katechumenów na przyjęcie chrztu. Tuż przed śmiercią napisał, że wartość człowieka leży w „dokładnym poznaniu prawdziwej doktryny oraz w uczciwości życia” („List z wygnania”). Te sprawy, poznanie prawdy i uczciwość życia, muszą iść razem: poznanie musi się przekładać na życie. Każda jego mowa była zawsze ukierunkowana na rozwijanie w wierzących wysiłku umysłowego, autentycznego myślenia, celem zrozumienia i wprowadzenia w praktykę wymagań moralnych i duchowych wiary. Jan Chryzostom troszczył się, aby służyć swoimi pismami integralnemu rozwojowi osoby, w wymiarach fizycznym, intelektualnym i religijnym. Różne fazy wzrostu są porównane do licznych mórz ogromnego oceanu: „Pierwszym z tych mórz jest dzieciństwo” (Homilia 81, 5 o Ewangelii Mateusza). Rzeczywiście, „właśnie w tym pierwszym okresie objawiają się skłonności do wad albo do cnoty”. Dlatego też prawo Boże powinno być już od początku wyciśnięte na duszy, „jak na woskowej tabliczce” (Homilia 3, 1 do Ewangelii Jana): w istocie jest to wiek najważniejszy. Musimy brać pod uwagę, jak ważne jest, aby w tym pierwszym etapie życia człowiek posiadł naprawdę te wielkie ukierunkowania, które dają właściwą perspektywę życiu. Dlatego też Chryzostom zaleca: „Już od najwcześniejszego wieku uzbrajajcie dzieci bronią duchową i uczcie je czynić ręką znak krzyża na czole” (Homilia 12, 7 do Pierwszego Listu do Koryntian). Później przychodzi okres dziecięcy oraz młodość: „Po okresie niemowlęcym przychodzi morze okresu dziecięcego, gdzie wieją gwałtowne wichury (…), rośnie w nas bowiem pożądliwość…” (Homilia 81, 5 do Ewangelii Mateusza). Potem jest narzeczeństwo i małżeństwo: „Po młodości przychodzi wiek dojrzały, związany z obowiązkami rodzinnymi: jest to czas szukania współmałżonka” (tamże). Przypomina on cele małżeństwa, ubogacając je - z odniesieniem do cnoty łagodności - bogatą gamą relacji osobowych. Dobrze przygotowani małżonkowie zagradzają w ten sposób drogę rozwodowi: wszystko dzieje się z radością i można wychowywać dzieci w cnocie. Gdy rodzi się pierwsze dziecko, jest ono „jak most; tych troje staje się jednym ciałem, gdyż dziecko łączy obie części” (Homilia 12, 5 do Listu do Kolosan); tych troje stanowi „jedną rodzinę, mały Kościół” (Homilia 20, 6 do Listu do Efezjan). Przepowiadanie Chryzostoma dokonywało się zazwyczaj podczas liturgii, w „miejscu”, w którym wspólnota buduje się Słowem i Eucharystią. Tutaj zgromadzona wspólnota wyraża jeden Kościół (Homilia 8, 7 do Listu do Rzymian), to samo słowo jest skierowane w każdym miejscu do wszystkich (Homilia 24, 2 do Pierwszego Listu do Koryntian), zaś komunia Eucharystyczna staje się skutecznym znakiem jedności (Homilia 32, 7 do Ewangelii Mateusza). Jego plan duszpasterski był włączony w życie Kościoła, w którym wierni świeccy przez fakt chrztu podejmują zadania kapłańskie, królewskie i prorockie. Do wierzącego laika mówi: „Również ciebie chrzest czyni królem, kapłanem i prorokiem” (Homilia 3, 5 do Drugiego Listu do Koryntian). Stąd też rodzi się fundamentalny obowiązek misyjny, gdyż każdy w jakiejś mierze jest odpowiedzialny za zbawienie innych: „Jest to zasada naszego życia społecznego (…) żeby nie interesować się tylko sobą” (Homilia 9, 2 do Księgi Rodzaju). Wszystko dokonuje się między dwoma biegunami, wielkim Kościołem oraz „małym Kościołem” - rodziną - we wzajemnych relacjach. Jak możecie zauważyć, Drodzy Bracia i Siostry, ta lekcja Chryzostoma o autentycznej obecności chrześcijańskiej wiernych świeckich w rodzinie oraz w społeczności pozostaje również dziś jak najbardziej aktualna. Módlmy się do Pana, aby uczynił nas wrażliwymi na nauczanie tego wielkiego Nauczyciela Wiary.
CZYTAJ DALEJ

Biskup by pomóc choremu chłopcu napisał piosenkę. Wcześniej by zebrać pieniądze... sadził pomidory

2026-09-12 17:25

Profil bp. Damiana Muskusa na facebooku

Bp Damian Muskus z aniołkiem, którego otrzymał od młodzieży bierzmowanej z Zembrzyc

Bp Damian Muskus z aniołkiem, którego otrzymał od młodzieży bierzmowanej z Zembrzyc

Oskar z małopolskich Regulic cierpi na niezwykle rzadką chorobę genetyczną, która stopniowo wyniszcza organizm, prowadząc do niewydolności najważniejszych narządów - serca, mięśni i mózgu. Aby wesprzeć chłopca i jego rodzinę, bp Damian Muskus OFM napisał piosenkę.

Dziecko cierpi na nieuleczalną, niezwykle rzadką chorobę genetyczną - mutację SCO2, która powoduje, że jego komórki nie wytwarzają wystarczającej energii, co z czasem prowadzi do niewydolności najważniejszych narządów: serca, mięśni i mózgu.
CZYTAJ DALEJ

Jaki był Leon XIV, zanim został papieżem? Ks. Żelazny z PKWP opowiada o współpracy z bp. Robertem Prevostem

2026-09-13 18:31

Vatican Media

Spotkanie papieża Leona XIV na spotkaniu asystentów kościelnych Pomocy Kościołowi w Potrzebie

Spotkanie papieża Leona XIV na spotkaniu asystentów kościelnych Pomocy Kościołowi w Potrzebie

Pomoc Kościołowi w Potrzebie wspierała projekty obecnego Papieża jeszcze w czasie, gdy Robert Prevost był biskupem Chiclayo w Peru. „Mamy trochę doświadczenia w pracy z papieżem Leonem” – mówi Vatican News ks. Jan Żelazny, dyrektor Sekcji Polskiej Pomocy Kościołowi w Potrzebie. Jak dodaje, dziś ta współpraca jest kontynuowana w nowej formie.

Podziel się cytatem – wspomina ks. Żelazny.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję