To najkrótszy opis rowerowej pielgrzymki, która rozpoczęła się w Bodzanowie i zakończyła u stóp francuskich Alp. Pielgrzymki pod przewodnictwem ks. Marcina Napory. Wraz z kapłanem, wikariuszem Parafii św. Apostołów Piotra i Pawła w Bodzanowie na peilgrzykowa trasę wyjechali: Maciej Gonkiewicz, Kacper Kosela, Wiktor Ochojski, Wojciech Smogór, Mateusz Szostak i Julia Zielińska.
Pierwszy etap zaprowadził pielgrzymów do Cieszyna. Kolejnego dnia grupa rozpoczęła zagraniczną część wyprawy. Jak przewidywał ks. Marcin, ale też cała ekipa, pokonywanie wytyczonej drogi wymagało nie tylko dobrej kondycji, ale przede wszystkim cierpliwości i wzajemnej pomocy. Każdy dzień przynosił nowe wyzwania; m.in. pękające szprychy, przebite dętki, zmaganie z silnym wiatrem, upały sięgające 34 stopni, burze... Ale te trudności były okazją do wzajemnego wsparcia i budowania wspólnoty. Z kolei pomoc w drodze, życzliwość napotkanych ludzi uświadamiały pielgrzymom, że pomimo wszystko nie są sami, a trudne sytuacje kończyły się szczęśliwie.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Reklama
Trudności, których pielgrzymi doświadczali w drodze, rekompensowały piękne chwile; codzienna Eucharystia, przeprawa promem przez Jezioro Bodeńskie, zachwycające krajobrazy Czech, Austrii, Niemiec i Szwajcarii, a także chwile odpoczynku nad alpejskimi jeziorami. Pielgrzymkowy charakter nadawały wyprawie codzienna modlitwa, w tym szczególnie Msza św. Rowerzyści doświadczali codziennie serdeczności, pomocy i wsparcia, które dodawało im sił do pokonywania kolejnych kilometrów.
O ostatnim dniu pielgrzymki ks. Marcin Napora tak napisał na fb:
„Dzień ostatni! Rozpoczęliśmy go bardzo wcześnie mszą świętą. Zjedliśmy śniadanie w hotelu. O 6.30 rozpoczęliśmy gonitwę z czasem. Po nocy okazało się że trzeba naprawić nie tylko rower Wojtka, ale także Maćka. Kolejna szprycha padła. Postanowiliśmy zaryzykować i zajechać aż do Grenoble do Decathlonu. Po kilku kilometrach okazało się że w jednym rowerze pękły aż 2 dętki. Kolce z róż bywają bardzo ostre. Dwie dętki wymieniliśmy w 15 min. Na domiar złego po 10 km pękła następna. 3 dętki w jeden dzień. To pech, zwłaszcza że dotychczas nie mieliśmy z tym problemu. Wreszcie udało się dojechać do Decathlonu. Serwisanci zgodzili się za drobną opłatą naprawić nasze 2 rowery w pierwszej kolejności. Po godzinie pozbyliśmy się tych problemów. Kolejne przed nami. Za mostem w Grenoble 5-km ściana. Pokonywaliśmy ją 2 godziny. Droga napoleońska okazała się mordercza. Dziękujemy panu z Tira, który dał nam wodę zimną i gazowaną. To marzenie w takim momencie. Potem trochę płasko, ale byłoby zbyt łatwo - deszcz. Jedziemy dalej…”.
A tak na gorąco ks. Marcin podsumował na fb pielgrzymkę:
„Dotarliśmy wczoraj wieczorem do La Salette. O tej wyprawie marzyliśmy od roku. Wiele było obaw, że tam są góry, że się nie da, że za daleko, wiele było analiz, tworzenia planów i różnych wersji trasy. Wielu było koordynatorów, ludzi współpracujących, dbających o przebieg wyprawy i organizowanie noclegów. Na każdym etapie wyprawy czuliśmy się zaopiekowano przez ludzi, których poznawaliśmy właśnie dlatego że chcieliśmy zrobić coś wielkiego. Bez nich ta wyprawa by się nie udała. Czuliśmy też wsparcie rodzin, najbliższych, znajomych, a nawet nieznajomych, których nigdy nie widzieliśmy, ale dla których bliski jest temat wspierania młodych ludzi, którzy zeszli z kanapy, by kolejny raz przekroczyć swoje możliwości. Dziękujemy wszystkim, którzy w różny sposób pomogli nam osiągnąć cel. Dziękujemy za Wasze wsparcie finansowe, bo to niezwykle pomaga osiągać cele. Każdy koniec jest zarazem początkiem, więc niedługo poinformujemy o kolejnym naszym celu wyprawy rowerowej za rok. Jak myślicie co to może być?”
